Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Wychowany na powieściach Sienkiewicza mam głęboko zakorzeniony szacunek do płci pięknej. Ustępowanie miejsca w tramwaju, wyręczanie w dźwiganiu zakupów czy całowanie w dłoń są dla mnie tak naturalne, jak mycie owoców przed jedzeniem. W konsternację więc wprowadziło mnie pewne grono ich przedstawicielek…

Nie mam nic przeciwko sufrażystkom, niech sobie chodzą bez biustonoszy. Nic też nie mam do feministek, jeśli chcą, niech pracują do emerytury dłużej. Kobiety i tak pozostaną dla mnie wyróżnikiem wrażliwości, urody, intuicji i rozsądku. Są od mężczyzn zdecydowanie ciekawsze. Toteż z zainteresowaniem obserwowałem zachowanie pań, które przyszły na prowadzoną przeze mnie degustację. Zwłaszcza, że byłem jedynym przedstawicielem płci męskiej. Zapowiadało się doprawdy ciekawie.

Pierwszym sygnałem, że tym razem będzie inaczej niż zwykle mógł być fakt, że jedna z uczestniczek siadła tyłem do prowadzącego. Wyglądać mogło na jakąś manifestację. Zobaczymy co będzie dalej – pomyślałem…
Dalej, rzeczywiście, odbiegaliśmy od przyjętych standardów. Dość szybko utworzyło się kilka kółek dyskusyjnych, które przekrzykiwały się nawzajem nie bacząc, że ktoś z boku ma im coś do przekazania. Mam niski tembr głosu i wystarczy parę gadających osób, bym przestał być słyszalny. Nieliczne, zainteresowane tematem naszego spotkania panie, mało co były w stanie zrozumieć. Czas płynął, wino też – rozmowy przeistoczyły się w jednostajny zgiełk, z którego co rusz eksplodowały erupcje śmiechu, a gestykulacja stawała się bardzo dynamiczna – temperatura dysput rosła. Co ja tu robię? – przechodziło mi przez głowę…

Odruchowo mówiłem coraz głośniej. Bez sensu – szczebiotliwy ród niewieści robił natychmiast to samo. Czułem zwiększającą się suchość i pieczenie w przełyku. Byłem, rzecz jasna, na pozycji skazanej z góry na przegraną. Siła złego na jednego. Zwykle na degustację przychodzi towarzystwo mieszane. Zdarzyło mi się kiedyś prowadzić ją wśród samych mężczyzn, ale nie różniła się niczym szczególnym od innych. Dlaczego te baby tak się zachowują? – męczyło mnie pytanie. – Po co przyszły?

Moglibyśmy dywagować o kulturze osobistej, zrozumieniu czy zwykłej przyzwoitości, ale może chodziło tu o coś innego – o odwieczną wojnę płci?! Nadarzyła się okazja – trzeba dokopać facetowi! Za te nasze krzywdy… Za tych wszystkich chłopów… Jeśli tak, to niestety przeżyłem i mam się dobrze. A pomyśleć, że zamierzałem głosować na partię kobiet!