Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Czy krótkowidz potrafi znaleźć okulary bez okularów na nosie? W poszukiwaniu odpowiedzi na tak postawione pytanie, sformułujmy pytanie zastępcze: czy kelner powinien otrzymać napiwek mimo, że robi wszystko, aby go nie otrzymać? Każda praca, która w swoim założeniu ma przynosić korzyści finansowe, wiąże się z wykonaniem pewnego dobra. Dobro to nie może być zawieszone w próżni, powinno być skierowane do potrzebującego go odbiorcy. Czyli klienta. Usługa, czy towar, są tyle warte, ile klient jest skłonny za nie zapłacić.
Za to odkrycie Nobla z pewnością nie otrzymam. Przyglądając się knajpianej obsłudze, mam jednak nieraz wrażenie, że siedzi ona na beczce pełnej prochu. Zastanawiam się wtedy, czy takie zachowanie wynika z braku inteligencji, czy może z założenia, że brak takowej siedzącym przy stoliku? Bo czym tłumaczyć złą obsługę?

Rynek pracy ciężkim jest, ale są też pieniądze, które czekają na nowe miejsca zatrudnienia. Należąc do tej większości gatunku ludzkiego, która nie narzeka na nadmiar gotówki, wychodzę z projektem uszczknięcia kawałka tego tortu. Grzechem byłoby znowu zmarnować europejskie fundusze. Składam więc poniższy wniosek na ręce odpowiednich (odpowiedzialnych?) decydentów. Należy:
1. Znaleźć dobre miejsce, ze względu na dojazd i parking.
2. Wybudować lokal.
3. Wyposażyć go we wszystko, co niezbędne do normalnego funkcjonowania.
4. Poszukać nadające się do pracy osoby.
5. Zrobić uroczyste, promocyjne otwarcie.
6. Utrzymać wysoki poziom obsługi.
To wszystko. Proste, prawda? Jest tylko jedna, istotna odrębność. Coś, co będzie odróżniać nasz lokal od innych. Klientela! Pomysł polega na tym, aby klient docelowy nie był klientem w tradycyjnym tego słowa rozumieniu. Tutaj klientami będą kelnerzy! Jeśli ktoś w tym momencie pomyślał, że ma to być miejsce, gdzie poczują się oni wreszcie paniskami, dookoła których będą biegać w podskokach i stawać na głowie inni kelnerzy, to się pomylił. Inność polegał bowiem na tym, że pracownikami będą osoby „robiące za klientów”. Kelnerzy będą nadal kelnerami, czyli sobą. Będą obsługiwać pracujących tu klientów w sposób, o którym zawsze marzyli: dosyć z uśmiechaniem się, grzecznością, wyrozumiałością i jakimkolwiek staraniem się. Za to będą mogli:
– ignorować dowolnego klienta dowoli!
– poganiać go przy przyjmowaniu zamówienia!
– mówić co się myśli!
– przynieść coś innego, niż było zamówione!
– poszaleć przy podawaniu, np. układać sztućce byle jak, rozlać zupę na kolana itp.!
– na wszelkie pytania odpowiadać „nie wiem”!
– głośno krytykować zachowanie klientów!
– śmiać się, bekać i upuszczać naczynia!
– kazać klientom posprzątać po sobie!
– robić wszelkie inne zabronione etyką kelnerską rzeczy!
Na tym jeszcze nie koniec. Gwarantujemy, że klienci zawsze będą płacić wysokie napiwki, wylewnie dziękować i zapewniać, że tak wyśmienitej obsługi jeszcze w życiu nie spotkali, itd. w tym tonie!…

Niestety, nieudacznicy zdarzają się w każdej profesji. W związku z tym jest zapotrzebowanie na analogiczne przychodnie dla lekarzy, szkoły dla nauczycieli (byłaby praca dla nieletnich), urzędy dla urzędników, banki dla bankowców, czy sklepy dla ekspedientów. Może jeszcze jakieś małe państewko dla polityków! W każdym takim miejscu osoby o nadszarpniętej reputacji miałyby okazję leczyć stres i kompleksy. Mogłyby na luzie i bez konsekwencji wykonywać (psuć) wszelkie niuanse swoich zawodów. Powstałaby cała sieć schronisk-azyli. Mam nadzieję, zainteresowani zostawaliby już tam na stałe. Jednocześnie zwalnialiby miejsca pracy tym, którzy potrafią pracować z ludźmi i ich rozumieć, i nie traktują tego, jako kary za grzechy czy dopustu bożego. No dobrze, proszę się już obudzić!…