Autorem wpisu jest: Dorota Mrówka

Te małe, słodkie owoce towarzyszą ludzkości od dawien dawna. W starożytnym Egipcie były nie tylko znane, ale także wysoko cenione. Świadczy o tym chociażby fakt, że obdarowywano nimi zmarłych i to tych całkiem zamożnych, jak na przykład tebańskiego architekta Ka. W jego grobowcu archeolodzy odnaleźli zapas suszonych śliwek, które miały zapewnić mu godziwy posiłek w zaświatach. Do Europy owoce te trafiły prawdopodobnie już około XX w. p.n.e., co potwierdzają odnalezione skamieliny pestek z tego okresu.

Dzika śliwa wykorzystywana była również przez Etrusków, a jeden z najlepszych gatunków starożytnego świata, tzw. damascenka rosła w Syrii. W cesarstwie Rzymskim owoc cieszył się tak dużym uznaniem, że zaczęto go uprawiać w sadach. I to nie jeden gatunek, ale aż 12! W czasach średniowiecza popularność śliwek znacznie zmalała, ale na szczęście dla nas odkryto ją na nowo.

Dzisiaj istnieje około 6. tysięcy odmian śliwek hodowlanych. Dojrzewają od czerwca do końca października. Nadają się do jedzenia na surowo, suszone oraz w postaci przetworów. Idealnie komponują się z potrawami mięsnymi, ciastami, wędlinami i sałatkami.

Suszone, surowe – zawsze zdrowe
Surowe śliwki zawierają sporo składników odżywczych, są przy tym niskokaloryczne – 100 g to zaledwie 45 kcal. Natomiast suszone śliwki neutralizują nadmiar wydzielanych kwasów trawiennych, działają pobudzająco na ruchy perystaltyczne jelit – zapobiegają zaparciom, przeciwdziałają zatruciom, mogą również zapobiegać miażdżycy. Są bogate w błonnik i ułatwiają spalanie tłuszczu.

Poza tym posiadają jedną wspaniałą cechę – po zjedzeniu zaledwie kilku takich śliwek, mamy poczucie pełnego żołądka. A to za sprawą dużej zawartości pektyn w owocach. Jest to więc idealne rozwiązanie dla łasuchów – zamiast zajadać się czekoladkami, lepiej sięgnąć po słodkie i smaczne suszone owoce, a po kilku kęsach i tak już więcej nikt niczego w siebie nie „wciśnie”.

Jeżeli ktoś jednak nie przepada za zwyczajną wysuszoną śliwką, może powinien zaopatrzyć się w te z francuskiego Agen. Tam, wysuszone w specjalny sposób owoce dryluje się i faszeruje nasączoną alkoholem masą śliwkową. Bomba kaloryczna, ale co za smak!

W naszych sadach
Najbardziej popularnymi w Polsce odmianami śliwek są:

  • Węgierki – podłużne, soczyste i pachnące, o ciemnofioletowej skórce, zwartym, żółtozielonym miąższu i o delikatnie cierpkim smaku. Z dojrzałych owoców łatwo usuwa się pestki. Smakują wyśmienicie na surowo, nadają się do ciast, knedli, dań mięsnych i na powidła.
  • Stanley – o dużych, jajowatych owocach, ciemnogranatowej skórce z intensywnym fioletowym nalotem. Miąższ zielonkawożółty.
  • Renklody – mają żółtą, zieloną lub czerwoną skórkę i odpowiadający im kolorem miąższ. Są bardzo słodkie, ale czasami bywają lekko kwaskowate. Ze względu na zwarty miąższ, usunięcie pestek bywa kłopotliwe. Nadają się na kompoty.
  • Opal – śliwki wcześnie dojrzewające. Mają bardzo słodki, soczysty miąższ, który łatwo oddziela się od pestki. Owoce mogą mieć kolor ciemnoczerwony lub fioletowy.
  • Mirabelki – małe, ciemnozłote, śliwki o dość kwaśnym i cierpkim smaku. Nadają się natomiast na przetwory – podczas długiego smażenia zachowują ciekawy kolor, cudowny aromat i większość składników odżywczych.