Autorem wpisu jest: Marek Wyciślok

Ten owoc budzi pewne skojarzenia. Z jednej strony trudno oprzeć się porównaniu malin do kobiecych ust, z drugiej – poeci upodobali sobie ten niepozorny owoc, wykorzystując go zarówno w erotykach (Bolesław Leśmian „W malinowym chruśniaku"), jak i w bardziej tragicznych historiach („Balladyna" Słowackiego). Jeszcze inaczej traktuje je przemysł filmowy, który co roku narażony jest na Złotą Malinę – antynagrodę za najgorsze osiągnięcia.

Malina z punktu widzenia botaniki to zbiór pestkowców osadzonych na dnie kwiatowym, z którego je zdejmujemy. Z punktu widzenia żywieniowego leśne owoce niczym nie ustępują ogrodowym z tą różnicą, że te drugie są mniej dorodne. Tereny, które sobie upodobały do wypuszczania pędów to polany, obrzeża lasu, nasłonecznione zręby i zbocza – bo potrafią „wdrapywać" się niczym rasowy wielbiciel górskich wędrówek wysoko w górę. W Szwajcarii spotyka się maliny w Alpach na wysokościach 2300 m. nad poziomem morza.

Jak rubiny
Jeśli wierzyć rzymskiemu podaniu, swego czasu wszystkie maliny były białe. A zmienić miało się to za przyczyną Jowisza, który będąc jeszcze dzieckiem, chciał głośnym krzykiem wyprowadzić z równowagi korybantów – kapłanów bogini urodzaju – Kybele. Nimfa Ida (córka króla Krety) chcąc uspokoić młodego Jowisza, karmiła go malinami. Schylając się, aby zerwać kolejne owoce, ostry kolec krzaka ukłuł ją w pierś i kropla krwi zabarwiła owoc na czerwono. I od tego czasu wszystkie maliny były już czerwone.

Malina jest bliską kuzynką jeżyn i podobnie jak ona pochodzi z Europy. Znana jest bardziej z ogrodów, w lesie znaleźć ją trudniej, a i spotkanie z nią w czasie wędrówki nie należy do najmilszych, gdyż gąszcz kolców, który jej towarzyszy stanowi trudną barierę do przebrnięcia. Zapewne dlatego już w średniowieczu z lasu została zaproszona do ogrodów. A stało się to za sprawą zakonników, którzy zaczęli uprawiać je w ogrodach przyklasztornych. I tak rozpoczęła się prawdziwa kariera jednego z najbardziej ulubionych owoców osładzających ludziom życie. Przyjemny, słodki smak malin wykorzystywany był w XV wieku przez niemieckiego lekarza, aptekarza i botanika Valeriusa Kordusa, który to za pomocą syropu z malin osładzał wszelkiego rodzaju mikstury i inne gorzkie lekarstwa.

Naturalne lekarstwo
Ale malina to nie tylko cudowny słodki smak, to przede wszystkim bogactwo witaminy C. Jedynie pod względem zasobności tej witaminy, malina ustępuje nieco czarnej porzeczce. Ponadto zawiera glukozę, fruktozę i sacharozę, prowitaminę A, witaminy B1, H, P, pektyny i związki mineralne. Stwierdzono także obecność wielu związków organicznych, które przeciwdziałają miażdżycy, flawonidów (kwercetyna i rutyna), które poprawiają pracę układu odpornościowego, łagodzą reakcje alergiczne, obniżają ciśnienie krwi.

Od stuleci maliny odgrywały również znaczącą rolę w medycynie ludowej. Wspomnieć wypada chociażby o soku z malin, który wzmacnia nasz organizm podczas gorączkowania, herbata z liści malin ma łagodne działanie ściągające, nadaje się do płukania jamy ustnej, napar z liści malin łagodzi bóle miesiączkowe, a malinowy susz niweluje trudności w trawieniu.
Ze świeżych owoców nasze prababki przygotowywały przetwory takie jak: nektary, dżemy, konfitury i to co ich mężowie lubili najbardziej, gdy wiatr i mróz królował za oknem chałupy – czyli nalewki i wino.

Maliny nadają się nie tylko do jedzenia. Wiele kosmetyków wykorzystuje zawarte w owocach witaminy. Oddają skórze to, co natura dała im najlepszego, a przy tym jakże cudownie pachną…

Foto: Hanna Szeja