Choć zawód kucharza może wydawać się łatwy, jest to niezwykle wymagająca pasja, której nierzadko trzeba poświęcić się w całości. Hobbistom spędzone w kuchni godziny rekompensuje jednak satysfakcja oraz ogromne możliwości rozwoju, często u boku doświadczonych autorytetów branży kulinarnej. Prawdą jest, że nie każdy dobrze sprawdza się w tej dziedzinie, jednak jak uważa nasz rozmówca, każdy znajdzie w kuchni swoje miejsce.

Rozmawiamy z Piotrem Tomkowskim, kucharzem sopockiej, ekskluzywnej restauracji L’Entre Villes, który od 17 lat pracuje w gastronomii.

NaNidelcu.pl: Czy ma Pan swojego mentora? Jaki jest Pana autorytet kulinarny?

Piotr: Myślę, że każdy z nas dąży do tego, aby indywidualnie sprawdzić się w tym zawodzie. Nie ukrywam jednak, że bez autorytetów nie byłoby nas – kucharzy. Każdy ma swojego idola. Moim z pewnością jest francuski kucharz Pierre Gagnaire. Podziwiam go za pasję i zaangażowanie, za to, że obecnie, mimo podeszłego wieku w pełni oddaje się temu co robi.

Czy praca w restauracji o tak dużym obłożeniu jest wymagająca?

Tak. Oczywiście! Daje to nam jednak ogromną satysfakcję która w tym zawodzie jest chyba najważniejsza, czyż nie? (śmiech). Cieszy nas zadowolenie naszych klientów, to rekompensuje nam zmęczenie.

Jakie dania w restauracji L’Entre Villes by Pan polecił?

Wszystkie (śmiech). Uważam, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Na pewno poleciłbym turbota, obecnie cieszy się największym zainteresowaniem naszych gości.

Zauważyliśmy, że pojawia się u Państwa coraz więcej eventów, również kulinarnych. Jak wspomina Pan ostatni event?

Bardzo pozytywnie. Było to dla nas bardzo ciekawe doświadczenie. Takie eventy potrzebne są również nam – kucharzom. Dzięki temu możemy zawsze nauczyć się czegoś nowego oraz przekazać wiedzę, którą już zdobyliśmy.  Cieszę się, że cieszy się to tak dużym zainteresowaniem.

Piotr Tomkowski

Wróćmy do dzieciństwa. Kiedy pojawiła się w Panu pasja do gotowania?

Chyba była we mnie od zawsze. Już od małego lubiłem pomagać mamie i babci  w kuchni zawsze ucząc się od nich czegoś nowego. Potem nastąpił wybór szkoły i bez wahania dokonałem wyboru.

Rozumiem, że rodzina wpłynęła na Pana wybór?

To była moja indywidualna decyzja, ale nie ukrywam, że to dzięki rodzinie właśnie zostałem wprowadzony na drogę gastronomii.

Czy ma Pan jeszcze inne pasje?

Tak. Fotografię. Nie mam na nią zbyt wiele czasu, ale fotografia bardzo mnie wciągnęła. Lubię być w odpowiednim miejscu – we właściwym czasie. Wspaniale jest uchwycić dany moment, który potem możesz podziwiać na zdjęciu.

Co sprawia Panu największą radość w pracy, którą Pan wykonuje?

Na pewno zadowolenie klientów. To bardzo budujące i motywujące. Po to właśnie to robię. Satysfakcja klienta sprawia, że odczuwam radość i wierzę w to co robię. Wiem, że był to właściwy wybór.