strona główna > Warto wiedzieć > Diety > Dieta kapuściana
autor: Jarosław Gibas
data publikacji: 2008-04-06
data aktualizacji: 2010-08-25
Zobacz także...
Zazwyczaj na wiosnę zaczyna się ogólnoświatowa panika: jak grzyby po deszczu pojawiają się tu i ówdzie twarde postanowienia poprawy, potwierdzane rwaniem włosów z głowy, a wszystko powodowane jedną, przemożną potrzebą odchudzania. Ten fenomen łatwo zrozumieć - o ile bowiem zimą łatwo chowa się pod odzieżą rozlany na wszystkie strony brzuch, o tyle wiosna może być w tym względzie zgubna. No, bo jak tu udawać, że jesteśmy atrakcyjni, skoro „jaki koń jest każdy widzi". I zaczyna się kombinowanie. Jedni nie jedzą wcale. Udaje im się wytrzymać jakieś dwa, trzy dni.
Potem stają na wadze, z uczuciem ulgi stwierdzają, że udało się im pozbyć kilograma i... No właśnie: odwodniony i wygłodzony organizm wprawdzie trochę mniej waży, ale za to jak się dorwie do żarcia po głodówce, to ze dwa kilo przybierze! I zamiast ważyć mniej, waży się więcej. Inni oddają się najprzeróżniejszym katorgom pochodzącym, w głównej mierze, ze stronic damskich magazynów. A ponieważ te sposoby są tak samo skuteczne, jak znajdujący się na dalszych stronach opis podrywania faceta, to trzeba od razu przyjąć, że po takiej diecie nie dość, że przytyjemy z pięć kilo, to jeszcze dość poważnie podupadniemy na zdrowiu.
Wymądrzam się głównie dlatego, że sam tych sposobów próbowałem bez liku. Zazwyczaj kończyło się w ten sam sposób - trzy tygodnie później ważyłem wprawdzie mniej, ale za to ledwo stałem na nogach. Kiedy zaś już było po diecie, dobierałem się do lodówki (mój znajomy nazywa to atakiem na białą szafę) i w efekcie przybywało mi tyle kilogramów, że ważyłem zawsze więcej, niż przed dietą.
Zatem zapraszam do lektury niniejszego cyklu, w którym postaram się w krótkich, żołnierskich słowach streścić przeróżne „cudowne" diety i ich opłakane skutki.
Dieta kapuściana
Polega głównie na tym, że je się zupę z kapusty. Aha... najważniejsze: je się tylko zupę z kapusty. Polega to na założeniu, że kapusta jest po pierwsze niskokaloryczna, po drugie bogata w witaminę C, po trzecie znakomicie reguluje pracę jelit. Na szczęście nawet najbardziej kolorowe pisemka przestrzegają, żeby nie stosować tej diety dłużej niż tydzień. Ja wytrzymałem zalecane siedem dni więc wiem, co to za dziadostwo. Nie powtarzajcie tego sami - wystarczy, że jeden się na to zdecydował.
Zatem: najpierw gotujemy zupę: 25 dkg kapusty kiszonej podsmażamy na patelni na łyżce oleju. Potem przekładamy to do garnka, dolewamy zdrowo ponad litr wody i dorzucamy 25 dkg poszatkowanej kalarepy, 25 dkg poszatkowanej marchwi, 25 dkg rozdrobionej czerwonej i żółtej papryki, jeden posiekany pomidor i jedną posiekaną średnią cebulę. Doprawiamy solą, pogotujemy, aż wszystko zmięknie i zupa gotowa. Zwolennicy tej diety wierzą, że im więcej się takiej zupy zje, tym więcej się kalorii spali. Rozumiem, że jak się zje tej zupy całą cysternę, to się zaczniemy unosić w powietrzu, gdyż od owego powietrza niechybnie będziemy lżejsi.
Dietę prowadzimy ściśle według wytycznych: pierwszego dnia na śniadanie zupa, na drugie też, na obiad i na kolację również. Aha... zapomniałem o podwieczorku, na który też wlewamy w siebie ten roztwór. Wszystko oczywiście suto popijając dużą ilością niegazowanej wody mineralnej. Wrażenia są nawet przyjemne. Po pierwszym talerzu wmawiamy sobie i otoczeniu, że to najlepsza zupa, jaką jedliśmy w życiu. Że nawet możemy ją jeść cały rok, bo jest taka dobra. Rzeczywiście pierwszego dnia zupa wydaje nam się niczego sobie - jest do zjedzenia, tym bardziej, że przecież gorąco wierzymy w to, że z każdym jej talerzem ubywa nam kilogramów.
Drugiego dnia, dla odmiany... zupa. Już nie smakuje nam tak, jak wczoraj. Co więcej, dostrzegamy, że jej smak raczej przypomina bardziej wyżętą ścierę, niż coś, co się nadaje do jedzenia. Ale jesteśmy dzielni, bo w kolorowym magazynie napisano, że tego dnia wieczorem możemy zjeść dodatkowo dwa gotowane ziemniaki. Solo oczywiście.
Trzeciego dnia, już mniej więcej w okolicach obiadu, na zupę nie możemy patrzeć. Ale jemy ją dzielnie, bo przecież znajomi i rodzina trzymają za nas kciuki i głupio się będzie przyznać, że wychwalana przez nas pod niebiosa dieta nie jest wcale taka fajna. Na szczęście, tego dnia widać już małe wahnięcie wagi, ubył prawie kilogram, co dodatkowo motywuje. Tego dnia można już zjeść jakieś surowe warzywa i owoce. Tak, dobrze się domyślacie - warzywa są nie do przełknięcia, ponieważ za cokolwiek się nie weźmiemy, dziwnie przypomina nam zupę kapuścianą...
Czwarty dzień: dalej zupa plus jeden kawałek gotowanego, odtłuszczonego mięsa. Nigdy wcześniej nie podejrzewałem nawet, że mięso może mieć smak kapusty. Piąty i szósty dzień są tak do siebie podobne, że trudno je odróżnić. Zmienia się tylko to, że można skubnąć trochę gotowanej wołowiny, zjeść pomidora, a szóstego dnia nawet rybę. Tak, macie rację: ryba, wołowina i pomidor smakują też jak kapusta.
Siódmego dnia ledwo stoimy na nogach. Z oczu ciskamy piorunami, a ilość wulgaryzmów wypowiadanych w jednym zdaniu jeszcze nigdy nie była tak wielka. Wcześniej nie podejrzewaliśmy się o to, że znamy tyle brzydkich słów. Dieta kapuściana urozmaicona jest w tym dniu kaszą gryczaną, o smaku kapusty oczywiście.
Na zupę również nie możemy patrzeć, nie możemy też znieść jej zapachu, a nawet pobecnośći. Włącza się wtedy jakiś kolejny, nieodkryty przez naukę zmysł, który kapustę wyczuwa na odległość trzech kilometrów. Sama świadomość, że trzymamy te kapuściane popłuczyny w lodówce, budzi w nas rządzę morderstwa. Latamy po mieszkaniu z nożem i zastanawiamy się jak odnaleźć twórców tej diety i ich dziabnąć. Bo przecież po spróbowaniu tej zupy każdy sąd nas uniewinni. Jedyne światełko w tunelu to waga. Rzeczywiście udało się zrzucić i to nawet ze cztery kilo. Odkładamy nóż, próbujemy się uspokoić i dzwonimy do sąsiadki z informacją, że jesteśmy już poczytalni i rodzina może wrócić do domu.
Jest poranek dnia ósmego. Właśnie sprawdziliśmy wagę. Wow! Super - aż pięć kilo mniej! Zabieramy się za śniadanko - nareszcie jajecznica na boczku, trochę wiejskiej kiełbasy na ciepło, może jeszcze odrobinę sera, a może to..., a może tamto... Tak, drodzy Państwo, reaguje spuszczony ze smyczy, odwitaminizowany organizm. Ma gdzieś, jak wygląda - najważniejsze dla niego to, aby jak najszybciej uzupełnić całą masę składników, których mu przez tydzień odmawiano. Co więcej, organizm jest chytry i wie doskonale, że skoro już raz nam odbiło i oddaliśmy się drakońskiej diecie, to istnieje możliwość, że w dającym się przewidzieć czasie odbije nam ponownie i znowu się będziemy głodzić.
Co zatem należy zrobić? Ano, nie dość, że uzupełnić straty, to jeszcze nazbierać ile się da, bo przecież trzeba mieć solidny zapas. I to jest silniejsze od nas - bo organizm jak się uprze że czegoś potrzebuje, to gotów zachorować, jeśli mu tego nie damy. W efekcie tej swoistej obrony organizmu już w kilka dni później ważymy więcej, niż przed dietą. Bilans jest więc taki: wpierniczaliśmy kapuścianą, obrzydliwą breję przez siedem dni po to, żeby ważyć mniej... i w efekcie ważymy więcej. I to by było na tyle...
Czy uważasz, że dieta kapuściana jest skuteczna?
Na górze pokaż: najstarszy | najnowszy
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
01.
02.
03.
dodano: 10:00, 17.08.2009
wielkie brawa za tekst, uśmiałam się jak norka co skutecznie poprawiło mi humor :)))
i miałam identyczne odczucia w trakcie stosowania "diety kapuścianej" (jakieś 8 lat temu) ;-)
a na seler naciowy [ którego ogromne ilości dodawałam do zupy - bo wyczytałam, że to on jest najlepszym "spalaczem" tłuszczu brzusznego i okolic] nie mogę patrzeć po dzisiejszy dzień... brrr
to tak jak dreszcze na hasło "szpinak" po nieszczęsnej "13", czyli diecie kopenhaskiej brrr...
pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za super artykuł :)
04.
dodano: 08:59, 18.06.2009
Dieta skuteczna ale... Jestem na 3 dniu i czuję się strasznie. A zapach zupy wyczuwam zaraz po wejściu do mieszkania. Jest obrzydliwa i nie mogę się zmusić aby zjeść jej więcej niż jeden talerz dziennie. Już trzeci raz przeszłam na tą dietę i żałuje. Za drugim razem jakoś wytrzymałam, ale teraz chyba nie dam rady.
05.
dodano: 10:45, 27.05.2009
Ja ważyłam 83kg po pierwszej diecie było 75kg. Po miesiącu z 75 kg nie spadłam wcale z wagi.Postanowiłam zastosować tą samą dietę , lecz w innej wersji. Warto poszukać różnych przepisów.Najpierw miałam kapustę białą i trzeba było ją gotować. Za trzecim razem postanowiłam zrobić inną wersję -kapustę włoska duszona i podgotowywana.Pierwsza wersja była z mlekiem bez ograniczeń procentowych tłuszczu.Przy kapuście włoskiej było mleko beztłuszczowe. Przy trzecim sposobie spadłam 5 kg.Od miesiąca mam tą samą wagę .Wprowadziłam jeden posiłek z owoców lub warzyw (np. na kolację).Zjadam w ciągu dnia 2 kromeczki pieczywa lub bułkę .Do tego w zależności na co mam ochote .Może być szynka .jajka ,pasztety drobiowe ,ser biały ).Nie słodzę już herbaty ani kawy.Do kawy dodaje mleko 3,2 %..Wodę piję tylko niegazowaną oraz soki .Jeśli są dosładzane to dodaję wodę mineralną.Teraz od nowego tygodnia zacznę kolejną wersję diety kapuścianej.Za każdym razem dobrze jest zmieniać wersje tej diety,aby organizm nie przyzwyczaił się.
06.
dodano: 20:26, 13.05.2009
Słu***cie jestem na tej diecie drugi raz ,,,przerwa 3 miesiące.Po pierwszym zastosowaniu diety schudłam z 95kg, na 88kg, i jak stosowałam dietę 1000 kalorii schudłam jeszcze 3kg.Teraz znowu zaczęłam te dietę , postawiłam sobie ze muszę zobaczyć siódemkę z przodu:))) .Jestem dziś trzeci dzień na tej diecie i ważę 85,100kg.Więc trzymam za was kciuki,,,,zupa co prawda jest niedobra,,,,ale warto troszkę pokrzywić nosa i ładnie wyglądać.Pozdrowionka:))
07.
08.
dodano: 20:52, 26.03.2009
A ja uważam,że dieta kapuściana jest świetnym wstępem do takiej prawdziwej diety.Wiadomo,że przy odchudzaniu najpierw pozbywamy się wody a dopiero potem tego "prawdziwego "tłuszczyku.Przeszłam już w życiu kilka diet i mniej więcej wiem już na czym to polega.Dlatego też dietę kapuścianą polecam , ale raczej jako wstęp.I jest oczywiste że trzeba zmienić nawyki żywieniowe bo inaczej wszystko na marne.
09.
10.
dodano: 14:09, 16.02.2009
Panie Jarosławie, może trzeba byłoby zacząć od początku, że zupy się NIE SOLI, i najlepiej ugotować ją z surowej kapusty, bo kiszona zawiera drożdże i inne konserwujące świństwa...
powodzenia.
PS. chyba logiczne, że jak już zabieramy sie za dietę, to nie po to, żeby 8 dnia zajadać się od rana czekoladą i batonami, czy tłustymi rzeczami. Ta dieta nie odwitaminizuje organizmu, chyba, że nie potrafi się przyrządzić najważniejszego składnika... a organizm po takiej diecie trzeba powoli przystosowywać do powrotu do normalnego jedzenia....
11.
dodano: 10:38, 29.04.2008
Kończe dziś 7 dzień straszne moja waga przed odchudzaniem 61.20 a dzis 59.80 najmniej mialam 59.40 mąż codziennie się ze mną zkłada i przegrywa bo ja nie chudne moja corka schudła 3 kg moze kto. toś wie o co chodzi u mnie bo mnie to podłamało.To ostatnia moja dieta mam dość.
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
Twórcy serwisu zastrzegają sobie prawa do usunięcia wpisów:
- niezgodnych z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub naruszających dobra osobiste osób trzecich;
- niezgodnych z tematyką wortalu;
- nie związanych z komentowaną treścią;
- obraźliwych dla redakcji wortalu oraz pod adresem konkretnej restauracji, jej właściciela i pracowników, a także innych
członków społeczności wortalu;
- spamu, linków do innych stron internetowych w tym również konkurencyjnych, jak również jakichkolwiek innych treści w
każdej formie, nie związanych z tematyką wortalu;
- zawierających wulgaryzmy.
Wszelkie komentarze i opinie użytkowników wortalu zamieszczone na stronie wortalu www.nawidlecu.pl
stanowią własność ich autorów i właściciel wortalu www.nawidlecu.pl nie ponosi odpowiedzialności za te komentarze i opnie,
a także nie może być z nimi utożsamiany. W związku z powyższym wszelkie roszczenia związane z zamieszczonymi komentarzami
lub opiniami mogą być kierowane wyłącznie i bezpośrednio do użytkownika wortalu, który zamieścił dany komentarz lub opinię.

Alkohole
Czytelnicy piszą
Dla ciekawych świata
Dookoła stołu
Działo się
Felietony
In vino veritas
Książka kucharska
Recenzje
Rozmowy przy stole
To ci historia!
Vademecum smakosza
W kuchni i na stole
Warto wiedzieć
nasi partnerzy:
copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl.
wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio