strona główna > To ci historia! > Historia przyjęć > Pierwsza polska uczta królewska
autor: Robert Fiałkowski
data publikacji: 2007-06-30
data aktualizacji: 2009-04-24
Zobacz także...
Sława uczt polskich niosła się po całej Europie. Owiana legendą gościnność, wielka obfitość jadła, liczne i hojne dary, robiły na przybyszu ogromne wrażenie. Chlubili się nimi polscy kniaziowie i książęta. Biesiadnicy byli towarzyscy, tryskali życiem, cenili obfite i dobre jedzenie oraz mocne trunki. Łatwo zawierano przyjaźnie, często już po kilku powitalnych toastach znali się wszyscy. Goście odznaczali się wielką odwagą, bili się z brawurą, byli przy tym znakomitymi kompanami. Burzliwe dzieje nie pozwalały na dłużej cieszyć się pokojem. Stąd takie umiłowanie życia, zabaw i uciech stołu.
Jedną ze staropolskich atrakcji były polowania. W puszczach roiło się od dzikiej zwierzyny, a polowanie na grubego zwierza wymagało odwagi i hartu ducha. Niedźwiedzie, żubry i łosie były wielce pożądanym trofeum. Łaskawym okiem patrzono na sarny, dziki i jelenie. Po obfitym polowaniu okoliczne stoły zapełniały się ptactwem i dziczyzną. W tamtych czasach biesiady kniaziów w gronie bliskich i przyjaciół wydłużały się do wielu tygodni.
W gościnie u Bolesłwa Chrobrego
Wielkim echem odbiła się uczta wydana w roku 1000 przez Bolesława Chrobrego. Wystawiono ją na cześć niemieckiego cesarza Ottona III, który wybrał się z pielgrzymką do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie. Młody cesarz i mistyk, pragnął wskrzeszenia cesarstwa rzymskiego. Darzył on Chrobrego wielką przyjaźnią i pragnął pozyskać go dla swej wielkiej idei.
Kuchnia na gościnnym dworze króla Bolesława była obfita i urozmaicona. Królewscy ptasznicy i łowcy chwytali ptactwo i zwierzynę, by stoły były obficie nimi zastawione. Chrobry znał wykwintne dworskie zwyczaje. Miał okazję się z nimi zapoznać, w czasie gdy przebywał na dworze Ottona I. Poza tym syn Bolesława, Mieszko II, ożenił się z córką palatyna Lotaryngii i to miało duży wpływ na rodzimą kuchnię dworską. Bolesław wzorował się na świetniejszych dworach królewskich.
Ówczesne kroniki opisują prostotę kulinarnych obyczajów. Stołowa zastawa składała się z misek, łyżek i grubych kromek chleba, na które, jak na talerz, kładło się inne potrawy. Naczynia były z drewna, cyny i srebra. Raczono się napojem zwanym miodem. Goście jedli dziczyznę, której było pod dostatkiem, nie mieli w zwyczaju raczyć się sałatą. Do każdej potrawy dodawano korzeni.
To właśnie na słynnej uczcie u Bolesłwa Chrobrego po raz pierwszy pojawiły się talerze, które zastąpiły od wieków używane misy, miski i miseczki. Co chwila wnoszono nowe naczynia pełne napitków i słodkich wiktuałów. Stoły były zastawione złotymi i srebrnymi pucharami. Kubki, misy, czary i rogi przechodziły z rąk do rąk. Ucztujący zawsze wychylali je do dna, zapraszając do wznoszenia toastów. Wiemy, że Otton lubił wino, był bowiem rozmiłowany w rzymskiej tradycji. Na uczcie pito także nieznane dotąd Niemcom piwo - uzyskiwane z pszenicy i żyta zmieszanego z orkiszem było pozbawione charakterystycznej goryczki.
Wszystko, co podawano do stołu cieszyło oczy i podniebienie. Można było jeść, pić i bawić się do woli. W trakcie takiej uczty nie sposób było nie popuszczać pasa. Starym zwyczajem podawano niezliczone ilości jaj. Z kaszy gotowano zawiesiste, pożywne zupy. Chętnie jadano je z mlekiem, wypiekano i prażono w piecu, kraszono słoniną i serem lub przyprawiano grzybami. Kaszę podawano do dziczyzny. Ziemniaki nie były wtedy jeszcze znane. Dziczyzna odgrywała w kuchni staropolskiej wielką rolę i żadna biesiada nie mogła się bez niej obejść. W staropolskiej kuchni chętnie uszlachetniano sos uzyskany w czasie pieczenia dziczyzny gęstą kwaśną śmietaną, z dodatkiem przypraw. Chętnie używano, jako przyprawy do mięs, suszonych jagód jałowca. Znakomitym dodatkiem do dziczyzny były konfitury z czerwonej borówki oraz buraczki z dodatkiem octu winnego sporządzonego domowym sposobem. Chętnie używano do dziczyzny sosu z głogu i jałowca.
Zachowane zapiski są bardzo skąpe, niewiele mówią o rodzajach serwowanych na uczcie potraw. Thietmar, biskup Merseburga, niechętnie patrzący na kwitnącą w czasach Chrobrego Polskę, tak opisał tę ucztę: trudno uwierzyć i opowiedzieć, z jaką wspaniałością przyjmował wówczas Bolesław cesarza i jak go poprowadził przez swój kraj do Gniezna.

Alkohole
Czytelnicy piszą
Dla ciekawych świata
Dookoła stołu
Działo się
Felietony
In vino veritas
Książka kucharska
Recenzje
Rozmowy przy stole
To ci historia!
Vademecum smakosza
W kuchni i na stole
Warto wiedzieć
nasi partnerzy:
copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl.
wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio