strona główna > Recenzje > Jarosław Gibas ocenia > Verona
autor: Jarosław Gibas
data publikacji: 2005-02-03
data aktualizacji: 2005-10-06
Zobacz także...
Restauracja znajduje się… hm… no w rzeczy samej dość daleko. Jedzie się i jedzie i końca tej drogi nie widać. Kiedy zaś się już dojeżdża, to staje nam przed oczyma obiekt, delikatnie mówiąc, dziwny. Oto mamy przed sobą budynek, który od frontu przypomina wynurzającego się z wody Tytanica zwieńczonego pruskim murem. I już z zewnątrz widać, że w środku nie będzie byle jak. No i nie jest – mogłem zobaczyć jedynie pięterko, ale już po nim widać utopiony w tej restauracji majątek! Solidne meble, całkiem zgrabne oświetlenie i pastelowe ściany plus bar w wianuszku zielonych roślinek. Nad głową zaś w kwadratowym sufitowym wklęśnięciu rozciąga się niebo z chmurkami, pośrodku którego wyrasta w dół żyrandol imitujący żonkile. Wydaje się, że cienka granica kiczu nie zostaje tu jednak (na szczęście) przekroczona. Na stole zaś znajdujemy tulipany w kolorze serwet i talerze z monogramem – coś mi tu kobiecą ręką pachnie! Krótko mówiąc: wypas po pachy. Ach i jeszcze jedno: z głośników ukrytych za balonami (oczywiście w kolorze serwet i tulipanów) sączą się cicho stare hiciory w wersjach instrumentalnych. Od razu się można domyślić, że tutaj panowie prezesi, ze swymi kochankami uwielbiają ukrywać się przed światem – no bo któż ich tu może namierzyć?
Trafiłem akurat, jak poinformował mnie kelner, na ostatni dzień przed zmianą menu, więc siłą rzeczy musiałem wybrać coś jeszcze w nim figurującego. Zdecydowałem się na rosół królewski (9 zł), którego nazwa zdaje się brać od ilości zanurzonych w nim blanszowanych warzyw. Całkiem sympatyczny, tym bardziej jeśli go podlać nieco czerwonym włoskim merlotem (100 ml za`7 zł) z Verony właśnie. Potem znalazłem w karcie intrygujące cygaro cynamonowe z kurczaka (14 zł) plus zasmażane ziemniaki (4 zł) i zestaw surówek (5 zł). Niby nic – ot, zwykły zawinięty kurczak z pieczarkowym farszem i serem, ale za to w połączeniu z cynamonem robi się z tego całkiem przyjemne danie, po spożyciu którego można śmiało postulować, by w nowej karcie jednak pozostało. Reszta karty, niestety, nie zapowiadała niczego nadzwyczajnego, więc trudno się dziwić, że zdecydowano się w tym względzie na zmianę.
Co by tu nie mówić, Verona jest restauracją przedziwną – skoro trwa i się o niej mówi (a sam słyszałem dużo dobrego – stąd moja w niej wizyta), to znaczy, że zdobywa klientelę mimo swego beznadziejnego położenia. Co więcej, przebogaty wystrój wnętrza, jakość obsługi i unikatowa w tych rejonach klasa wskazują, iż grupą, dla której ją stworzono jest raczej zmotoryzowana klientela. Trudno przecież w to uwierzyć, że podstawą jej gości są mieszkańcy uroczych, ale naprawdę niewielkich Paniówek. Czyżby zatem teoria dotycząca subkultury brzuchatych prezesów i ich kochanek na zbyt wysokich szpilkach mogła być prawdziwa? A może mylę się strasznie i prezesi zabierają tam całe rodziny, a do kochanek dzwonią jedynie ukradkiem z toalety? Alem się tych prezesów czepił? W końcu piękna historia zwaśnionych rodów, kochanków co poza sobą świata nie widzą może przyciągać do tego miejsca nie tylko panów, którzy lata szczupłych torsów i portfeli mają już za sobą. Bo przecież powinna przede wszystkim przyciągać przytulone pary, zapatrzone w siebie, całe w fiołkach! I tylko czasem damskie oczy na chwilę krótką odrywają się od oblicza swego kochanka, by zerknąć na przystojnych kelnerów. I znowu wracamy do Szekspira – tyle, że tym razem do „Dwóch panów z Verony” – wspaniałego studium zazdrości, co to przyjaźni może zaszkodzić. W sali u góry, w której raczyłem się cynamonowym cygarem, na jednej ze ścian rozciąga się ogromny obraz będący słodkim widoczkiem na Adygę wśród wzgórz, widzianą spomiędzy tarasowych arkad. Romantycznie prawda? Tym musi zarządzać kobieta! A co do samej restauracji – należy ją koniecznie wpisać na kulinarną mapę Śląska i koniecznie odwiedzić!
Na górze pokaż: najstarszy | najnowszy
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
01.
dodano: 12:02, 18.02.2010
Bylam tam jakies trzy razy jeszcze dwa lata temu bylo dosc milo i sympatycznie, jedzenie tez ie najgorsze. Ale na pewno nie ma to nic wspolnego z wykwintnoscia. to co spotkalo nas tam w styczniu do milych wspomnien nie nalezy... mąż zamowil dla nas jakis wloski makaron... dostalismy odgrzewane danie ( chyba w mikrofalówce), sos z grudkami, sladowe ilosci dodatków w sosie. a wystroj talerza... taki sam do klusek z rolada jak i do dan włoskich. A byla tez i szefowa slodko flirtujaca przez telefon, bez zwracania uwgi na gosci, z kieliszkiem wina w rece... to miejsce dobre na przyjecie pogrzebowe, napewno nie na kolacje z ludzmi biznesu. Wiejski bar w ladnej oprawie.
02.
dodano: 19:23, 14.02.2010
właśnnie wróciłam z walentynkowej kolacji z Verony a raczej powinno być pisane przez verona. Jedzenie OKROPNE zamówiliśmy sobie warkocz polenwicy w sosie borowikowym, sos z torebki winiary, borowika nie widziałałam a czegoś podobnego do grzyba też nie. Przypraw na stole nie było więc musiałam się upomnieć a pani dama włąścicielka oprowadzała gości po obiekcie. Zapomniałabym do tego zamówiliśmy surówki które były okropne nie wspominając o kolorystyce. Dla mnie to nie restauracja tylko bar dworcowy w Katowicach. VERONA POWINNA BYĆ ZAMKNIĘTA JAKO RESTAURACJA!!!!!!!!!!!
03.
dodano: 01:44, 04.08.2009
Bardzo mnie zaskoczyła odwaga piszącego recenzję. Skosztował JEDNEJ potrawy i wysmażył całą stronę. A już bzdurzenie o prezesach to żenada. Byłem tam jeden raz, skosztowałem czterech potraw i smakowało mi. Wystrój sympatyczny, chociaż styl nie musi się każdemu podobać. Na recenzję się nie zdobędę, bo zbyt mało jeszcze spróbowałem. Pozdrawiam wszystkich głodnych.
04.
dodano: 20:51, 27.06.2009
Restauracja ładna, nie ma co oszukiwać i tak jak napisał autor recenzji - gruba kasa w niej jest utopiona. Jedzenie nie najgorsze, ale też nie z górnej półki. Powiedziałbym raczej dobre domowe jedzenie. Wykwintności bym raczej w Veronie sie nie doszukiwał. Jadłem tam kilka razy, ale ostatni obrazek mnie bardzo zniesmaczył i raczej zmienię mete. Otóż byłem świadkiem jak właściciel ( chyba) dość tęgi jegomość po sporej ilości alkoholu pastwił się nad klenerem. Smiem twierdzic ze właściciel, bo swobodnie sie poruszał przejściem na zaplecze, za barem. Cóż, wiejska knajpa...
05.
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
Twórcy serwisu zastrzegają sobie prawa do usunięcia wpisów:
- niezgodnych z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub naruszających dobra osobiste osób trzecich;
- niezgodnych z tematyką wortalu;
- nie związanych z komentowaną treścią;
- obraźliwych dla redakcji wortalu oraz pod adresem konkretnej restauracji, jej właściciela i pracowników, a także innych
członków społeczności wortalu;
- spamu, linków do innych stron internetowych w tym również konkurencyjnych, jak również jakichkolwiek innych treści w
każdej formie, nie związanych z tematyką wortalu;
- zawierających wulgaryzmy.
Wszelkie komentarze i opinie użytkowników wortalu zamieszczone na stronie wortalu www.nawidlecu.pl
stanowią własność ich autorów i właściciel wortalu www.nawidlecu.pl nie ponosi odpowiedzialności za te komentarze i opnie,
a także nie może być z nimi utożsamiany. W związku z powyższym wszelkie roszczenia związane z zamieszczonymi komentarzami
lub opiniami mogą być kierowane wyłącznie i bezpośrednio do użytkownika wortalu, który zamieścił dany komentarz lub opinię.

Alkohole
Czytelnicy piszą
Dla ciekawych świata
Dookoła stołu
Działo się
Felietony
In vino veritas
Książka kucharska
Recenzje
Rozmowy przy stole
To ci historia!
Vademecum smakosza
W kuchni i na stole
Warto wiedzieć
nasi partnerzy:
copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl.
wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio