strona główna > Recenzje > Jarosław Gibas ocenia > Selene
autor: Jarosław Gibas
data publikacji: 2005-09-09
data aktualizacji: 2005-10-12
Zobacz także...
Na początek chłodnik Selene z jajkiem (10 zł) reklamowany standem już na ulicy. Hm... pyszny, tylko jak na chodnik trochę zbyt ciepły. Do tego duże piwko (0,5 L za 6 zł) i zacząłem się dopiero rozgrzewać. Efekt tego rozgrzania łatwo było przewidzieć - zamówiłem półmisek Selene (34 zł), czyli zestaw trzech grillowanych rodzajów mięs z kiszoną kapustą, ogórkiem i pyziakami. Te ostatnie okazały się połówkami ziemniaków w mundurkach z sosem przypominającym tzatzyki. Mięsa oczywiście wypieczone jak należy i tylko trochę czosnku zbyt dużo, ale po zgarnięciu widelcem na bok, można się było oddać obżarstwu, jak się patrzy. A patrzy się (przynajmniej w wewnątrz) też niczego sobie. lokalik mały i z charakterem. Przytulny mimo wielgachnych metaloplastycznych krzeseł. Selene zaś... No właśnie - to przecież piękna historia. Selene rozkochuje w sobie samego Zeusa, potem daje się zwabić do lasu niejakiemu Panowi (kawał szczęściarza!), by w końcu umierać z miłości do Endymiona. Prosi więc Zeusa, by ofiarował jej wybrankowi wieczną młodość. Ten jednak (zazdrośnik jeden) spełnia jej życzenie, z tą jednak różnicą, że oprócz wiecznej młodości pięknemu Endymionowi ofiarowuje również wieczny sen. I tak co noc rozpaczająca z miłości Selene wędruje po niebie, zatrzymując się na chwilę nad grotą, w której jej ukochany pasterz śpi snem wiecznym, szepcze mu miłosne zaklęcia, lecz nie może go obudzić. Ups..., ale złośliwy ten Zeus!
A potem, wraz z rozwojem cywilizacji technicznej w początku dziewiętnastego wieku pojawili się selenauci - owładnięci tylko jedną myślą szaleńcy: polecieć na księżyc. Polecieć tam i wbić w księżycowy pył flagę mającą zaświadczyć o potędze ludzkich umiejętności. Oni naprawdę wierzyli, że można wyrwać się z Ziemi w metalowej nitowanej rakiecie, że wystarczy włożyć na głowę wypolerowany hełm, by spełniły się marzenia. Bo istotą idei selenautów było dotrzeć do celu, do srebrnego globu, by przekonać się, że to nie osiągnięcie celu jest ważne, ale sama do niego droga. W końcu przecież ileś lat później Amstrong zrobił ten pierwszy krok. Nie ważne czy na księżycu, czy jak chcą niektórzy - w specjalnie przygotowanym filmowym studiu, by oszukać ludzkość. To nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że dla milionów ludzi siedzących przed czarno - białymi telewizorami spełnił się sen. Największy, być może śniony również tak długo przez Endymiona! I nawet gdyby rzeczywiście, jak chcą poszukiwacze spiskowej teorii dziejów, pierwszym zdaniem wypowiedzianym przez Amstronga miało być: "nie jesteśmy tu sami!" to i tak dobrze, że go nie usłyszeliśmy.
Cóż wówczas zapatrzona w srebrne ekrany ludzkość by miała począć? To tak, jakby przebudzony kochanek Selene w pierwszym zdaniu oznajmił: "o jej, jaka ty jesteś brzydka" i ochoczo pobierzył by w stronę zakłopotanego Zeusa. W końcu kiedy pokazać głupcowi palcem księżyc ten patrzy na wskazujący palec! Eh... mit o Selene przemierzającej niebo i powtarzającej wciąż te same magiczne zaklęcia, które i tak nie działają wskazuje jednak, że są rzeczy pewne na tym świecie. Pewne jest to, że Endymion i tak się nie obudzi, że na nocnym nieboskłonie można dojrzeć sunącą Selene i to, że są w Katowicach miejsca, gdzie zawsze można dobrze zjeść. Niewiele tych pewników, ale zawsze coś!
Restauracja "Selene", Katowice, ul. Sokolska 65
Restauracja już nie istnieje (przyp.red.)
Na górze pokaż: najstarszy | najnowszy
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
01.
dodano: 10:56, 09.09.2005
Już się zaczęłam martwić, że opisana ostatnia przygoda "restauracyjna" źle się skończyła dla pana:) Ale pewnie co¶ się musiało stać:) bo dzisejsza recenzja jest w bardzo przyjaznym klimacie. Pozdrawiam i życzę wszystkim czytelnikom widelca i oczywi¶cie autorowi także miłego i słonecznego weekendu.
02.
03.
04.
dodano: 10:39, 10.05.2006
Ej żaden z ciebie koneser... Gibas od lat tak pisze ([link])
- zawsze przeciez możesz nie czytać:-) Więcej luzu!
08.
dodano: 15:11, 30.08.2010
czy ktoś może zna właściciela tej nie istniejącej już niestety restauracji? jedzenie jak i prowadzenie biznesu stało na najwyższym poziomie dlatego chciałbym się dowiedzieć czy otworzył gdzieś może jakąś inną knajpkę lub mu zaproponować wspólny biznes :)
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
Twórcy serwisu zastrzegają sobie prawa do usunięcia wpisów:
- niezgodnych z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub naruszających dobra osobiste osób trzecich;
- niezgodnych z tematyką wortalu;
- nie związanych z komentowaną treścią;
- obraźliwych dla redakcji wortalu oraz pod adresem konkretnej restauracji, jej właściciela i pracowników, a także innych
członków społeczności wortalu;
- spamu, linków do innych stron internetowych w tym również konkurencyjnych, jak również jakichkolwiek innych treści w
każdej formie, nie związanych z tematyką wortalu;
- zawierających wulgaryzmy.
Wszelkie komentarze i opinie użytkowników wortalu zamieszczone na stronie wortalu www.nawidlecu.pl
stanowią własność ich autorów i właściciel wortalu www.nawidlecu.pl nie ponosi odpowiedzialności za te komentarze i opnie,
a także nie może być z nimi utożsamiany. W związku z powyższym wszelkie roszczenia związane z zamieszczonymi komentarzami
lub opiniami mogą być kierowane wyłącznie i bezpośrednio do użytkownika wortalu, który zamieścił dany komentarz lub opinię.

Alkohole
Czytelnicy piszą
Dla ciekawych świata
Dookoła stołu
Działo się
Felietony
In vino veritas
Książka kucharska
Recenzje
Rozmowy przy stole
To ci historia!
Vademecum smakosza
W kuchni i na stole
Warto wiedzieć
copyright © 2004 - 2007 nawidelcu.pl.
wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio