strona główna > Felietony > Zjeżone myśli > Podejrzanie dobra atmosfera
autor: Marian Jeżewski
data publikacji: 2006-09-03
data aktualizacji: 2006-09-05
Zobacz także...
Jest tak czasami, że coś trzymamy mocno w garści, panujemy nad tym i świetnie kontrolujemy. Potem przychodzi ten moment i to coś nam ulatuje, wymyka się, a całe uczucie pewności w jednym momencie zamienia się w bezradność. Im bardziej staramy się przedtem, tym gorzej czujemy się potem.
Tak zazwyczaj wygląda planowanie tak zwanej dobrej atmosfery, na której rzecz jasna bardzo nam zależy.
O, tak jest idealnie. Śliczniutko, czyściutko i przytulniutko. Każdy milimetr pieczołowicie dopracowany. Atomy wypucowane, pachnące, poukładane w równe linie, ciągi i szlaczki. Na talerzach precyzja i elegancja – jak w reklamówkach dla nieprzyzwoicie bogatych ludzi. Detektyw Monk przeżywałby najpiękniejsze uniesienia w życiu. On tak, ale nie my. Nam czegoś tu brakuje, tylko czego? Czegoś nieuchwytnego i chimerycznego. Szatańskiego wynalazku, który gnębi gospodarzy przyjęć, wodzirejów i kaowców. Brak nam po prostu dobrej atmosfery. Tu jest diabeł pogrzebany.
Było to bardzo, bardzo dawno temu, w czasach kiedy dobry lokal, to taki, w którym było piwo (a takich miejsc wcale dużo nie było). W takim to lokalu z piwem, grywał na żywo pan Krzycho. Jego instrumentem były dwie łyżeczki i, wprawdzie niewielka, ale wystarczająca ilość uzębienia. Pan Krzycho grał kawałki na życzenie, za piwo. Nie zdarzyło się, by czegoś nie znał, łącznie z takimi tematami jak aria z „Ptasznika z Tyrolu”, na której, skąpiąc kasy, chciałem go zagiąć. Może i była to tak zwana zwykła „mordownia”, ale z klimatem. Klimat tworzyła zbieranina meneli, zwykłych pijaczków, studencików, mecenasów w sweterkach i nadużywających używek artystów. Substancją łączącą wszystkich był niewątpliwie złocisty napój. Nic więcej nie trzeba było. Nie to co teraz, prawda?
Teraz jest inaczej. Kelner krzywo spojrzy, a Panklient w garniturze od Armaniego (bytomskie zbytnio uwierają) odwraca się, by nigdy więcej już tu nie wrócić. Inny Panklient dostaje białej gorączki, gdy musi drugi raz powtarzać, jaką zamówił surówkę. Panklient numer trzy robi scenę, bo zabrakło węgorzy, a w karcie przecież są!
Teraz jest inaczej. Gość prosi w wymianę niedomytej szklanki, a Pankelner gotuje się w środku, odwraca i już nigdy do tego stolika nie podejdzie bez kwaśnej miny. Inny Pankelner, gdy ma zły dzień, to nie myje rąk w toalecie. Pankelner numer trzy, jeśli na wejściu klient mu się nie spodoba, obsługuje go potem trzy razy dłużej i myli się na koniec w rachunku.
Teraz jest inaczej. Na wszelki wypadek lepiej być podejrzliwym. Jak masz być uśmiechnięty i miły, kiedy nie jesteś pewien, czy rozmówca czasem cię nie obraża? Jak masz wyluzować się na imprezie, kiedy ten wymuskany laluś tak długo tańczy z twoją żoną i jak ona na niego patrzy? Jak pani domu ma być swobodna, kiedy goście po jednym kęsie potrawy nie zachwycają się jej dziełem, pewnie im nie smakuje? Jak poszaleć, kiedy trzeba wracać samochodem, bo szkoda na taksówkę? Jak tu beztrosko bawić się, kiedy złodzieje czyhają na twoje nowe auto, konkurencja chce cię wykończyć, w pracy wszyscy coś knują, czekasz na ważny telefon, który nie dzwoni, podejrzewasz, że sąsiad używa twojej wycieraczki przed drzwiami… I jak tu mieć dobrą atmosferę, kiedy dobra atmosfera jest podejrzana?
Obawiam się, że przez niektórych czytelników ten felieton może być posądzony o zbyt małą liczbę zaimków i pominięcie didaskaliów. Pewnie ktoś czegoś nie doczyta, a ktoś inny zrozumie coś na opak, albo w ogóle niczego nie zrozumie. Jeszcze inni mogą poczuć się urażeni. Podejrzewam, że osoby, które miałyby okazję dodać ciekawy, wnoszący nowe wartości komentarz, znowu tego nie uczynią. A miało być tak fajnie…
Na górze pokaż: najstarszy | najnowszy
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
01.
dodano: 12:53, 19.09.2006
Dzisiaj, wszędzie jest inaczej, panie Marianie...Coraz częściej czarne jest białym, a białe czarnym. Może warto wrócić do starej prawdy, jaką kiedyś powiedział pewien lis do pewnego, małego i niezwykłego chłopca o złotych lokach „dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.” Ci, którzy rozumieją te słowa, wiedzą jakiego chłopca mam na myśli. Dzisiejszy świat to pęd za dobrobytem, to udowodnienie sobie i innym, że tak naprawdę liczy się tylko MIEĆ. A żeby mieć, trzeba walczyć, za wszelką cenę, nie przebierając w środkach. Więc ludzie – nieludzie zakładają maski. Maski znieczulicy, obojętności, wyższości. Garnitury Armatniego mają za zadanie stworzenie dystansu i zakomunikowanie wyższości nad tymi, co noszą bytomskie, a dla panów w identycznych wdziankach to znak przynależności do tej samej grupy graczy. Graczy w teatrze życia. Restauracja, rodzina, firma, kościół, państwo – scena, maski, zabawne kostiumy. Wszystko to niby śmieszne, świat się śmieje, a nam jakoś mało do śmiechu. Nasz teatr innych bawi.
Maski mają to do siebie, że można je zmieniać. W zależności od potrzeby i poklasku. Ludzie - kameleony mają poczucie bezkarności i wyższość nad innymi, potrafią się bezboleśnie przystosowywać do zmian, ale chyba do czasu? Bo co będzie, jak pewnego, pięknego dnia, maska wtopi się na stałe w swojego żywiciela? Gdzie wtedy jego prawdziwe ja? Dobrze będzie na chwilę, tu i teraz.
Dzisiejszy świat zatraca człowieczeństwo. Im bardziej staramy się upodobnić do tych „lepszych”, tym mniej jest w nas człowieka. Im bliżej nieba, tym dalej od ziemi, tym boleśniejszy będzie upadek. Kiedyś, pewien inny młodzieniec przyodział skrzydła i wzleciał ponad ziemię. Część ludzi wyciągnęła z tego wniosek „ człowiek potrafi latać”; ale znaleźli się tez i tacy, który zrozumieli, że „ człowiek nie umie latać”...
02.
dodano: 12:01, 11.09.2006
Drogi Marianie! Twoje strzały, które oddajesz niniejszymi felietonami są bardzo celne i chociaż sama dawno zaniechałam organizowania domowych imprez z atmosferą, z co najmniej kilku podanych przez Ciebie powodów, to musze Ci powiedzieć, że takowe spotkania jeszcze istnieją. Z pewnością są już "przeżytkiem" i "obciachem" dla wielu nowoczesnych imprezowiczów, nie mniej jednak występują w świecie. Znam przykład gdzie pani domu z prawdziwą przyjemnością dwoi się i troi by jej goście cieszyli się dobra zabawą i poczęstunkiem, a uczestnicy spotkań są szczerzy, serdeczni i zawsze zadowoleni, ponieważ każdy z nich ceni sobie nie to gdzie, ale z kim.
03.
dodano: 22:33, 06.09.2006
Prorok czy co?! Skąd wiesz, Marianie, że Twoje felietony czyta co najmniej 4 moich znajomych, których bezskutecznie, acz wytrwale, zachęcam do zabrania głosu na forum? Na pocieszenie dodam, że są mądrzejsi ode mnie, zwykle wszystko rozumieją i choć nie odpisują to wciąż czytają.
04.
dodano: 16:27, 03.09.2006
zawsze ciężko odchorowałam imprezy organizowane w domu, bo bardzo starałam się, by wszystko było SUPER, a goście bawili sie WYŚMIENICIE. Nawet jeżeli udało mi się osiągnąć efekt, to i tak następnego dnia miałam paskudny nastrój, bo wydawło mi się, że te wszystkie pochwały były zwyczajną kurtuazją. Od dłuższego czasu robię imprezy w knajpach i mam spokojną głowę. Teraz to juz nie moje zmartwienie ;)
05.
dodano: 13:32, 03.09.2006
Ktos tu dogryza komentatorom... :) Tak sobie pomyslalam wlasnie, ze od dwoch tygodni moja P. Dyrektor zachowuje sie jak czlowiek... Zawsze to budzilo moja podejrzliwosc - bo za kazdym razem okazywalo sie, ze po prostu czegos potrzebuje. W tym roku postanowilam wyzbyc sie podejrzen - bez wzgledu na to, co bedzie dalej - mi zyje sie sympatyczniej :) Usmiecham sie do niej, rozmawiamy - dlatego ze tego wlasnie chce - a nie musze :) Pozdrawiam!
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
Twórcy serwisu zastrzegają sobie prawa do usunięcia wpisów:
- niezgodnych z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub naruszających dobra osobiste osób trzecich;
- niezgodnych z tematyką wortalu;
- nie związanych z komentowaną treścią;
- obraźliwych dla redakcji wortalu oraz pod adresem konkretnej restauracji, jej właściciela i pracowników, a także innych
członków społeczności wortalu;
- spamu, linków do innych stron internetowych w tym również konkurencyjnych, jak również jakichkolwiek innych treści w
każdej formie, nie związanych z tematyką wortalu;
- zawierających wulgaryzmy.
Wszelkie komentarze i opinie użytkowników wortalu zamieszczone na stronie wortalu www.nawidlecu.pl
stanowią własność ich autorów i właściciel wortalu www.nawidlecu.pl nie ponosi odpowiedzialności za te komentarze i opnie,
a także nie może być z nimi utożsamiany. W związku z powyższym wszelkie roszczenia związane z zamieszczonymi komentarzami
lub opiniami mogą być kierowane wyłącznie i bezpośrednio do użytkownika wortalu, który zamieścił dany komentarz lub opinię.

Alkohole
Czytelnicy piszą
Dla ciekawych świata
Dookoła stołu
Działo się
Felietony
In vino veritas
Książka kucharska
Recenzje
Rozmowy przy stole
To ci historia!
Vademecum smakosza
W kuchni i na stole
Warto wiedzieć
nasi partnerzy:
copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl.
wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio