strona główna > Felietony > Zjeżone myśli > Do you speak turkish?
autor: Marian Jeżewski
data publikacji: 2008-08-01
data aktualizacji: 2008-08-03
Zobacz także...
Ze znajomością języków jest coś nie tak. Po pierwsze: często jednak nie przydaje się. Po drugie: dyskryminuje niektóre narody. Po trzecie: to jawna niesprawiedliwość.
Problem z posługiwaniem się obcą mową odczuwamy natychmiast, kiedy los rzuci nas za granicę. Dzieje się tak często w sezonie letnich urlopów. Wystarczy wysiąść z samolotu... Poglądowym miejscem rozgrywania się potyczek lingwistycznych jest restauracja. Zażywając kanikuły w Turcji byłem świadkiem kilku scenek.
Zacznę od tej, która dotknęła mnie samego i dała pretekst do zweryfikowania myślenia o sobie. Przed knajpą stał tzw. "naganiacz" - człowiek zaczepiający przechodniów i nakłaniający ich do wejścia. Potrafi on być namolny, jak mucha, która za punkt honoru wzięła sobie doprowadzenie ciebie do histerii. Jest niewiarygodnie wygadany i najgorzej wdać się z nim w dysputę. Ów osobnik ma kilka sekund, by "upolować" klienta. Zagaduje różnie. Ten, o którym piszę, wyraźną angielszczyzną, patrząc mi głęboko w oczy, spytał: "are you all right?!" Do dzisiaj nie potrafię spokojnie spojrzeć w lustro...
Co rusz napotkałem przybyszów z Rosji. Pewnego razu w restauracji obywatel tego państwa tubalnym głosem wypalił do kelnera: "Tualiet? - Gdie jest?!!!" Na szczęście "toaleta" to słowo międzynarodowe (nawet w Turcji, chociaż język turecki, podobny w brzmieniu do węgierskiego, jak i tamten nie ma wielu "normalnych" wyrażeń; dajmy na to taki popularny banan, tutaj, to "muz"), więc człowieczyna połapał się w mig i wskazał właściwy kierunek...
Inna przedstawicielka tegoż kraju, używając jedynie ojczystych frazeologizmów, niemniej świetnie poradziła sobie w komunikacji z hotelowym kucharzem. "Sup pażałsta..." - "Nu, sup!" - dodała zerkając na zupę. - "Adin!"... Widząc brak reakcji, jedną dłonią pokazała na gar, a w drugiej, zwiniętej w piąstkę, wyprostowała środkowy palec i podsuwając mu bliżej po nos, jeszcze raz wyraźnie powtórzyła: "Adin!" Kuchmistrz upodobnił się do przeznaczonej na kebab baraniny...
Skoro taki Anglik, który przybył tu z niewielkiej wyspy mówi tylko "po swojemu", to dlaczego mieszkaniec światowego mocarstwa ma być gorszy? Turcy zresztą szybko uczą się i potrafią operować wieloma zwrotami w żargonie odwiedzających ich turystów. Przeżywali szok i radość w jednym, kiedy słyszeli ode mnie zwykłe "dziękuję" po turecku. A gdy dodawałem coś jeszcze, np. łatwe do zapamiętania "jedno piwo" - "bir bira", to ze wzruszeniem pytali: "do you speak turkish?"
Rodacy również jakoś radzą sobie w konwersacjach z cudzoziemcami. Chcąc przekazać wstrząsającą informację, że u nas teraz brzydko, zimno i leje deszcz, jak na wakacyjną porę nie przystało, elegancka w każdym calu (przepraszam, centymetrze) pani rzekła: "Poland - brrrrrrrrrr..." Bo najgorzej jest wtedy, kiedy ludzie nie chcą się dogadać.

Alkohole
Czytelnicy piszą
Dla ciekawych świata
Dookoła stołu
Działo się
Felietony
In vino veritas
Książka kucharska
Recenzje
Rozmowy przy stole
To ci historia!
Vademecum smakosza
W kuchni i na stole
Warto wiedzieć
nasi partnerzy:
copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl.
wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio