strona główna > Felietony > Zjeżone myśli > Ciasna sprawa
autor: Marian Jeżewski
data publikacji: 2006-05-27
data aktualizacji: 2006-05-28
Zobacz także...
Przyroda puściła do mnie oko – mały robaczek sprawił, że za oknem podniosła się temperatura. Ale tylko „nanibowo", czyli na niby, jak mawiał kiedyś mój syn. Wlazł on bowiem (robaczek, nie syn) przez dziurkę w termometrze i usiadł na wskazówce, która to pod jego ciężarem lekko ugięła się, powodując wzrost wskazania o około cztery stopnie Celsjusza.
Myślałem, że biedak pozostanie tam na zawsze, lecz poradził sobie jakoś i nie wiadomo kiedy opuścił to meteorologiczne lokum. Człowiek też tak potrafi. Podobne zachowania wśród ludzi obserwujemy na spotkaniach typu „bankiet”.
Tak jest wszędzie tam, gdzie mamy wiele osób i jeden niewielki, wciśnięty w kąt punkt dostępu do tak zwanej zimnej płyty. Zwinny osobnik wynajduje małą szczelinę w okalającym ją chińskim murze, prześlizguje się niepostrzeżenie do środka, kładzie na plasterku baleronu i sałatce z tuńczyka, po czym równie sprawnie oddala w przeciwnym kierunku. Zabawnie wyglądają chcący zachować pozory grzeczności: pan pierwszy – proszę bardzo, może coś podać? Polecam ten sos po lewej – rewelacja ... A wewnątrz nerwowe tupanie po syczącym z łaknienia żołądku. Prawo dżungli jest bezwzględne: słabsze jednostki obchodzą się smakiem, albo w najlepszym razie dostają okruchy nie wiadomo już czego. To, co było najlepsze znikło dawno, dawno temu w jamochłonach najsprytniejszych, najszybszych i tych, których nie krępuje rozpychanie się. Skąd ten owczy pęd? Czy to wilczy apetyt, lisia chytrość, czy może ludzka zachłanność? Rozumiemy głodnego Dyzmę, który zwietrzył okazję do darmowej wyżerki, szansę, aby najeść się na dwa tygodnie do przodu. Na rauty zaprasza się raczej tych, którzy nie mają problemów z zaspokojeniem potrzeby jedzenia. Obyci powszechnością potraw wykwintnych powinni, zdawałoby się, zachować pewną powściągliwość, dystans. Ale nie. Ogłada ginie tragicznie pod stosem kanapek, a resztki przyzwoitości padają stratowane stopami pędzącego tłumu.
Instynkty budzą się pod wpływem określonych sytuacji i wieczorem, w czasie cateringów. Nawet gdy już coś wywalczymy i znajdziemy dwadzieścia centymetrów kwadratowych wolnej powierzchni aby to skonsumować, musimy wznieść się na szczyt zręczności w celu trafienia widelcem między zęby. Koniecznie trzeba wtedy zsynchronizować ten ruch z ruchem osób szturchających nas dookoła. Bywa, że jest to początek wielkiej kariery, jak w przypadku N. Dyzmy, ale to tylko literacka fikcja, niestety. My możemy jedynie pozostać ze sztućcem utkwionym w podniebieniu, co eliminuje nas zupełnie z procesu zawierania intratnych kontaktów. Apeluję więc o zachowanie godności. Najlepiej, gdy zupełnie będziemy bojkotować bankietowe jedzenie. Godzinna głodówka to świetna okazja do ćwiczenia charakteru i budowania poczucia własnej wartości. Bądźmy twardzi i wytrzymali. A wracając możemy sobie wstąpić gdzieś na szybkie jedzonko po hot-doga.
Na górze pokaż: najstarszy | najnowszy
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
01.
dodano: 10:55, 01.06.2006
Homo sapiens jest zwierzęciem, czy nam się to podoba, czy nie. Mówi się i twierdzi, że najinteligentniejszym ze zwierząt, bo potrafi zapanować nad swoimi emocjami i popędami. Potrafi oszukać naturę, jest zdolny polować nie dla zaspokojenia głodu, lecz dla zabawy i dla zabawy jest w stanie robić rzeczy, które nie przytrafiają się innym zwierzętom, niżej usytuowanym na drabinie ewolucji. Te niższe ( mniej inteligentne), jedzą tylko wtedy, kiedy są głodne, homo sapiens wypycha się jedzeniem nie będąc głodnym – może to robić „dla towarzystwa”, przez grzeczność, lub też w celach bardziej abstrakcyjnych... Cała nasza wyższość.
Bankiet, a zwłaszcza taki, po długiej i nudnej konferencji jest oazą na pustyni nudów. Tam dopiero zaczyna się ożywiona dyskusja i wymiana poglądów. Oraz... wizytówek. Niekoniecznie w celach służbowych. Z sali konferencyjnej wypada stado ludzkich zwierząt, przyodzianych w markowe garnitury, otoczonych chmurką ekskluzywnych zapachów i oczywiście stado to podąża zgodnym rytmem w kierunku wykwintnego koryta. Panie wybrzydzają – oceniają kaloryczność potraw, łosoś byłby dobry, gdyby nie tonął w sosie maślano – szpinakowym, pierogi byłyby wyśmienite, gdyby nie były ułożone na poduszce smażonej cebulki na masełku, sałatka z majonezem? cóż za wymysł, gdzież wiedza kulinarna szefa kuchni?, dzisiaj majonez zastępuje się jogurtem! Panowie zaś, dyskretnie popuszczając paska u spodni nakładają potrawy na talerze, nie zwracając uwagi na takie drobiazgi, jak kalorie, posuwając się ruchem taśmowym wokół korytka...
Kiedy już każdy załadował swój talerz, wedle gustów i upodobań zaczyna się ustawianie w odpowiednim towarzystwie. Wcześniej, już podczas konferencji, podczas przerw następowało dyskretne czytanie z wizytówek – kto kim jest. Teraz pozostaje jedynie zręczne wpasowanie się w odpowiedni układ. Tak więc pani Kowalska, nie bacząc na kalorie nałożyła na swój talerz polędwiczki w winnym sosie z żurawiną, takie same, jak pan Nowak, prezes pewnej firmy, którą pani Kowalska się interesuje, po czym, z udawanym zdziwieniem zagadnęła do pana Nowaka: : och, cóż za zbieżność gustów”. Po chwili pan Nowak zaproponował kieliszek wina, pani Kowalska przytaknęła i można powiedzieć, że popłynęli... Można by z osobna opisywać klany, układy, jakie się zawiązują na bankiecikach, ale po co. Osoby, które bywają na takich bankietach, znają te niuanse, a te, które nie bywają... lepiej niech nie wiedzą.
Instynkty budzą się, są proporcjonalnie nasilone do wyobraźni i ilości wypitego alkoholu. Konferencja naukowa, po części oficjalnej przestaje być konferencją, zaczyna być ekskluzywną imprezą, niekoniecznie przebiegającą zgodnie z regułami protokołów dyplomatycznych. Pan doktor, profesor, pani adiunkt, pan prezes, pani dyrektor – wszyscy ci, po oficjalnych wystąpieniach, pod wpływem różnych napitków, zrzucają maski i pokazują swoje prawdziwe „ja”. Jakże inne, od tego przed południem... Ważne jest, aby przypadkiem nie zrzucić tej maski nie w swoim pokoju, bo poranne jej zakładanie może być niezbyt przyjemne. Pamiętać trzeba, że człowiek, nie hiena, nie trawi padliny – lepiej być głodnym, niż zjeść coś nieświeżego, a potem mieć długo niestrawności. Ot, cały homo sapiens....
02.
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
Twórcy serwisu zastrzegają sobie prawa do usunięcia wpisów:
- niezgodnych z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub naruszających dobra osobiste osób trzecich;
- niezgodnych z tematyką wortalu;
- nie związanych z komentowaną treścią;
- obraźliwych dla redakcji wortalu oraz pod adresem konkretnej restauracji, jej właściciela i pracowników, a także innych
członków społeczności wortalu;
- spamu, linków do innych stron internetowych w tym również konkurencyjnych, jak również jakichkolwiek innych treści w
każdej formie, nie związanych z tematyką wortalu;
- zawierających wulgaryzmy.
Wszelkie komentarze i opinie użytkowników wortalu zamieszczone na stronie wortalu www.nawidlecu.pl
stanowią własność ich autorów i właściciel wortalu www.nawidlecu.pl nie ponosi odpowiedzialności za te komentarze i opnie,
a także nie może być z nimi utożsamiany. W związku z powyższym wszelkie roszczenia związane z zamieszczonymi komentarzami
lub opiniami mogą być kierowane wyłącznie i bezpośrednio do użytkownika wortalu, który zamieścił dany komentarz lub opinię.

Alkohole
Czytelnicy piszą
Dla ciekawych świata
Dookoła stołu
Działo się
Felietony
In vino veritas
Książka kucharska
Recenzje
Rozmowy przy stole
To ci historia!
Vademecum smakosza
W kuchni i na stole
Warto wiedzieć
nasi partnerzy:
copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl.
wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio