Pub – start4U

drukuj

|

A A A

|

RSS

autor: Jarosław Gibas

data publikacji: 2005-04-25

data aktualizacji: 2005-12-18

 



Zobacz także...

Czasy, kiedy codziennie przesiadywało się w ulubionej knajpie odeszły do przeszłości – trochę za mało zarabiamy, żeby sobie na to pozwolić. Nie odeszło jednak do przeszłości to, by mieć ulubiony pub, czyli miejsce, które znamy jak własną kieszeń i które nas też dobrze kojarzy. Nie chodzi tu jednak o ten typ znajomości, który swego czasu zaobserwowałem w zjawisku socjologicznym pn. „Bar u Richarda” w bytomskich Łagiewnikach, gdzie trudno było w ogóle wejść, ponieważ każdy nowy amator piwka przykuwał wzrok wszystkich biesiadników w grobowej ciszy. Wzroku tego nie powstydziliby się najbardziej doświadczeni pokerzyści, a cisza była tak grobowa, że stosują ją w Hollywood mistrzowie horrorów i świadczy tam o tym, że główny bohater przygotowuje się właśnie do finałowej sceny.
W takich miejscach patrzenie komuś prosto w oczy stanowi niewybaczalną potwarz, ponieważ narusza poczucie lokalnie sprawowanej władzy. Nie szkodzi, że władza dotyczy kręgu trzech połączonych stolików – została naruszona i należy się za to co najmniej po ryju! Jednak ostatnimi czasy takie kultowe miejsca typu „la spelune” odchodzą do przeszłości, skoro wszedłem ostatnio do wypełnionej po brzegi budki z piwem przerobionej z blaszanego garażu i nikt na mnie specjalnie nie zwrócił uwagi. Tak to już jest z rozwojem cywilizacji, że w miejsce starych ulubionych kuflolotów pojawiły się nowe. Z tą różnicą że kufle nie tylko nie latają tam na wysokości lamperii, ale nierzadko zastąpione zostały kruchymi pokalami, które po rzuceniu w ścianę nie dają już tak dramatycznego efektu.

Mowa tu o pubach, w których nie jest najtaniej, ale za to spojrzenie komuś prosto w oczy nie jest karane śmiercią. Ostatnio zaś z przyjacielem w pubie, w którym mamy ulubiony stół, zaczęliśmy się zastanawiać jakie atrybuty ma współczesny ulubiony pub, by za ulubiony mógł uchodzić. Po kilku piwach zgodnie doszliśmy do wniosku, że ulubiony lokal można rozpoznać po tym, czy pozwolą wam tam zaparkować rower. To, wbrew pozorom, akuratny wyróżnik, bo zdaje się, że trzeba zaskarbiać sobie przychylność właściciela, żeby oparty o ścianę trekingowiec go nie denerwował. Co więcej, nie sposób sobie wyobrazić, by w jednym czasie i przy jednym barze zaparkować tyle rowerów, ilu gości zasiaduje akurat w lokalu, więc tym bardziej możliwość przyjechania do pubu na rowerze wydaje się być czymś szczególnym. Jak do
tej pory jedynie Pub Corner, na ul. Jankego zezwalał mi na takie zuchwalstwo, ostatnio jednak coś takiego przeszło w Spencerze, co spowodowało, że miejsce to pokochałem nagle jeszcze bardziej.

Drugim atrybutem ulubionego pubu jest obopólna dobra znajomość. Z jednej strony nie może to być miejsce, o którego lokalizacji trzeba tłumaczyć znajomym, bo wówczas nikomu nie przyszło by na myśl, że właśnie od tego miejsca należy zacząć poszukiwania w przypadku naszej zguby. Z drugiej zaś strony znajomość ta polega na tym, że kiedy się przychodzi do ulubionego pubu nie trzeba nic zamawiać, bo obsługa i tak wie, że zaczynamy od dużego piwa, więc po co nadaremnie strzępić język. A jak już po każdym wypitym piwie bez pytania stawiają na stoliku kolejne, to znaczy, że znają nas już lepiej niż my znamy siebie, przez co kontynuują ten proces donoszenia piw, chyba że uda się wcześniej wybełkotać prośbę o rachunek.

Jest jeszcze jeden wyróżnik, o którym warto wspomnieć, a mianowicie ilość wypowiedzianych w czasie wizyty w pubie słów: „cześć”. To ona bowiem świadczy o tym, ilu tak naprawdę w tym pubie mamy znajomych i to zarówno tych, którzy tam zaglądają niezależnie, jak i tych, których w ciągu tych wielu lat przesiadywania przy jednym stoliku zdążyliśmy poznać. Oczywiście do liczby tej można śmiało doliczyć wszystkie „dzień dobry” wypowiadane do przeróżnych sławnych osób, które do pubu zaglądnęły w naszej tam obecności. Wprawdzie oni nas nie znają, ale my ich i owszem i to z telewizora, więc żeby im było miło w naszym ulubionym pubie pozdrawiamy ich znad kufla piwa. Wprawdzie osoba znana z telewizora zazwyczaj rozczarowuje swoim rzeczywistym wzrostem i tu na plan pierwszy wysuwa się Bogusław Macho Linda, którego raz widziałem z daleka, ale za to nie powiem na jakiej mojej wysokości miał oczy, żeby wstydu nie robić. Jak sami jednak wiecie, u siedzącego przy stoliku wysokości nie widać, więc w pubie wzrostu komuś nie wymawiajmy!

Jeśli zaś wszystkie powyższe elementy zebrane do kupy zgadzają wam się z pubem, do którego chadzacie, oznacza to ni mniej, nie więcej, iż jest to wasz pub ulubiony. A pub ulubiony, jak sama nazwa wskazuje, jest przyjemnie mieć i przyjemnie się jest w nim swym czasem z przyjaciółmi i producentami alkoholu dzielić.

Na górze pokaż: najstarszy | najnowszy

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

01.

~kris zgłoś naruszenie zasad

dodano: 13:03, 02.05.2005


Ale zaszalała pani z tekstem!:) panie Jarku ja zapraszam na prowincję! tam nawet motorowerem marki KOMAR może pan przyjechać i bez obaw go w ogródku zostawić a piwo na pewno nie gorzej smakuje jak w knajpie miastowej.

02.

~Domina Blanka zgłoś naruszenie zasad

dodano: 12:57, 30.04.2005


Panie Jarku! I wykształceni niech wszyscy ci będą, co to z nimi fraternizować sie w barze przyjdzie! Niech mają dyplom jakiś przynajmniej, albo co. Papier - znaczy się! Jak od naszego lepszy, no to trudno, niech będzie, byle nie było takich zbyt wielu, bo atmosfera staje się wtedy zbyt zwyczajna. Wie pan - żeby pogadać było z kim, ale też, by można było zażyć niejednego i niejedną (tzn. gościa żażyć, żeby nie było, że wie Pan... no) . Zresztą chodzi o to, żeby kultury nie brakowało tak bardzo, bo brakuje! W swoim gronie się człowiek poobraca, to wiadomo, że poziom obowiązuje, a przecież jak już pić, to nie z byle kim. A inni przy okazji niech sie nauczą, że śmiać się można we własnym gronie tylko, wśród równych. Albo z boku siedzieć i się uczyć - albo iść do swojego, już naprawdę swojego baru.
I ładnie żeby było, przyjemnie, a nie, że porozlewane, albo jeszcze co gorszego. To tyle.
Aha! I jeszcze, żeby barman był miły i puszczał "we don't need no education". Pozdrawiam!

03.

~marek zgłoś naruszenie zasad

dodano: 10:55, 25.04.2005


Moim skromnym zdaniem atrybutem dobrego pubu to barman z wyczuciem czasu i umiejętnością wczucia się w nastrój ludzi, którzy u niego goszczą. Krew mnie zalewa gdy ten samozwańczy "mistrz ceremoni" daje mi sygnały że najwyższa pora spadać z tego miejsca, sprzątaniem baru stolików, rozjaśnianiem światła i wyłączoną muzyką. Panie Jarku mam nadzieję, że pana felietony sprawią, że ludzie pracujący w knajpach będą wiedzieli po co tam są!!!

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

 

Twórcy serwisu zastrzegają sobie prawa do usunięcia wpisów:
- niezgodnych z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub naruszających dobra osobiste osób trzecich;
- niezgodnych z tematyką wortalu;
- nie związanych z komentowaną treścią;
- obraźliwych dla redakcji wortalu oraz pod adresem konkretnej restauracji, jej właściciela i pracowników, a także innych członków społeczności wortalu;
- spamu, linków do innych stron internetowych w tym również konkurencyjnych, jak również jakichkolwiek innych treści w każdej formie, nie związanych z tematyką wortalu;
- zawierających wulgaryzmy.

Wszelkie komentarze i opinie użytkowników wortalu zamieszczone na stronie wortalu www.nawidlecu.pl stanowią własność ich autorów i właściciel wortalu www.nawidlecu.pl nie ponosi odpowiedzialności za te komentarze i opnie, a także nie może być z nimi utożsamiany. W związku z powyższym wszelkie roszczenia związane z zamieszczonymi komentarzami lub opiniami mogą być kierowane wyłącznie i bezpośrednio do użytkownika wortalu, który zamieścił dany komentarz lub opinię.

 



katalog lokali

Latisana

Restauracja, kuchnia polska i śródziemnomorska, catering.

czytaj dalej


nasi partnerzy:


copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl. wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio