strona główna > Felietony > Notatki na obrusie > Kłopoty z nazwą
autor: Jarosław Gibas
data publikacji: 2005-11-13
data aktualizacji: 2008-06-07
Zobacz także...
Pamiętam takie miejsce, w którym każdy wchodzący klient był traktowany jak intruz przybywający do baru tylko po to, żeby go opuścić z podbitym okiem. To wówczas, gdy gawiedź zasiadająca w środku akurat miała dobry humor, w przeciwnym zaś razie klient wylatywał przez drzwi lotem koszącym, ku uciesze miejscowej dziatwy. Bar nosił dumną nazwę „U Richarda” i z taką nazwą od razu łatwo było go odróżnić od innych. Nazwa bowiem w lokalu gastronomicznym, to rzecz bardzo istotna.
We wspomnianym wyżej barze życie pisało proste reguły: wszyscy się znali, więc jak wchodził ktoś, kogo wszyscy nie znali, nie mógł być mile widzianym. Kufle z gracją stały na barze, a właściciel o wdzięcznym imieniu Richard przecierał je szmatką, rozglądając się wokół z najwyższą atencją, bo jak wiadomo Pańskie oko konia tuczy. Byli tam i tacy mistrzowie, którzy mieli swoje, niedostępne dla innych stoliki, co wskazuje na to, że każde środowisko ma swoją elitę, tak jak my teraz w Sejmie! Ten maleńki, swojski światek rządził się własnymi zasadami i wszyscy okoliczni mieszkańcu dokładnie wiedzieli, gdzie mieści się opisywany tu przybytek i jak szerokim łukiem na wszelki wypadek go omijać. Nazwa w moim przekonaniu idealna dla takiego miejsca – od razu wiadomo o co chodzi.
Pamiętam też z dzieciństwa (ale miałem dzieciństwo!) bar U Spinczyka. Do dzisiaj nie wiem, kim był ów sławetny Spinczyk – zapamiętałem tylko, że idąc obok, trzeba było koniecznie przejść na drugą stronę ulicy. Po pierwsze z powodu nieprawdopodobnego odoru piwa, wódy i usytuowanej zaraz przy bufetowej ladzie toalety, a po drugie - na wszelki wypadek, żeby na ewentualność przelatującego kufla nie być narażonym. Wszystkie te miejsca albo już zniknęły, albo znikają z powierzchni naszej planety. Dobrze to i źle zarazem: dobrze, bo w końcu najwyższy czas, żeby się społeczeństwo nauczyło pić z kulturą, a źle niestety, bo tradycja nazywania lokali „U …..” odchodzi w niepamięć. Straszna szkoda – warto zwrócić przecież uwagę, że lokal nazwany „U Kowalskiego” to nic innego, jak tylko komunikat, że Kowalski bierze zań odpowiedzialność. W naszej bazie, na ponad 650 lokali zaledwie 10 to lokale „U kogoś” – nazwisko zaś w nazwie występuje tylko dwa razy.
Restauratorzy otwierający nowe lokale najwięcej kłopotów mają z nazwą: coraz częściej otwierają karczmy, gościńce, zajazdy, chaty itp. A kiedy już zdarzy się wymyślić nazwę ciekawą i frapującą, to dalej za nią już niewiele idzie. To tak, jakby otworzyć Gospodę Pod Kielichem (w oryginale „U kelicha”) i na tym wszelkie Szwejkowe odwołania zakończyć. Szkoda podwójna, bo przecież wybierając się do restauracji i szukając odpowiedniego lokalu, to właśnie z nazwą stykamy się najpierw. To dzięki niej wyrabiamy sobie na jej temat zdanie. Co z tego że zazwyczaj mylne, ale tak właśnie działa heurystyka!
Nazwa, to też wspaniałe narzędzie marketingowe: gdzie (przy założeniu, że obu nie znamy) wybierzemy się na kolację: do restauracji „Szarlotka”, czy „Krew i róża”? Na rybę do „Przystani”, czy „Mesy kapitana Cooka”? Na lampkę wina do „Ptysia”, czy do „Nostalgii”? Przecież nazwa to pierwszy element do otwarcia wyobraźni, to przyczynek do dokonania wyboru i wreszcie - to pierwszy sygnał o restauracji, który zechcemy lub nie komuś przekazać. Celowo w poprzednim zdaniu użyłem nazw krakowskich restauracji, bo tam jakoś z tym problemu nie mają.
Skoro zaś coraz rzadziej możemy biesiadować „U Helmuta”, topić żale nad kieliszkiem wina „U łysego” i cieszyć się karkówką „U grubego”, to może warto skorzystać z całego dorobku literatury i kina – pomysłów tam przecież bez liku. Więc następnym razem, jak startujący na restauracyjnym rynku biznesmen weźmie do ręki jakąś książkę, to niech ją koniecznie otworzy!
Na górze pokaż: najstarszy | najnowszy
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
01.
02.
03.
04.
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
Twórcy serwisu zastrzegają sobie prawa do usunięcia wpisów:
- niezgodnych z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub naruszających dobra osobiste osób trzecich;
- niezgodnych z tematyką wortalu;
- nie związanych z komentowaną treścią;
- obraźliwych dla redakcji wortalu oraz pod adresem konkretnej restauracji, jej właściciela i pracowników, a także innych
członków społeczności wortalu;
- spamu, linków do innych stron internetowych w tym również konkurencyjnych, jak również jakichkolwiek innych treści w
każdej formie, nie związanych z tematyką wortalu;
- zawierających wulgaryzmy.
Wszelkie komentarze i opinie użytkowników wortalu zamieszczone na stronie wortalu www.nawidlecu.pl
stanowią własność ich autorów i właściciel wortalu www.nawidlecu.pl nie ponosi odpowiedzialności za te komentarze i opnie,
a także nie może być z nimi utożsamiany. W związku z powyższym wszelkie roszczenia związane z zamieszczonymi komentarzami
lub opiniami mogą być kierowane wyłącznie i bezpośrednio do użytkownika wortalu, który zamieścił dany komentarz lub opinię.

Alkohole
Czytelnicy piszą
Dla ciekawych świata
Dookoła stołu
Działo się
Felietony
In vino veritas
Książka kucharska
Recenzje
Rozmowy przy stole
To ci historia!
Vademecum smakosza
W kuchni i na stole
Warto wiedzieć


Zajazd, restauracja.Lokal niedaleko jednej najpiększych polskich jaskiń. Sam nie oszałamia ani wygladem, ani menu, chociaż można tu znaleźć..
nasi partnerzy:
copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl.
wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio