FiloSophia

drukuj

|

A A A

|

RSS

autor: Jarosław Gibas

data publikacji: 2005-05-09

data aktualizacji: 2008-06-07

 



Zobacz także...

Okazuje się, że Sophia jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce marek. Niestety, nie idzie tu o filozoficzną mądrość, ale o bułgarskie wino. Powiedzmy sobie szczerze: podłe, jak mało które – przypominające w smaku wodę po landrynkach zaprawioną zwietrzałym octem. Jak mawia jeden mój znajomy: kupowanie Sophii to jak partyjka rosyjskiej ruletki, z tą jednak różnicą, że w bębenku rewolweru miast jednego jeno naboju znajduje się… jedno miejsce puste! A mimo to, każdego roku wypijamy tego świństwa ponad 10 milionów butelek. Głowa boli od samej próby wytłumaczenia tego fenomenu! No, ale spróbujmy…
Po raz pierwszy Bułgarzy zaatakowali nas Sophią w 1984 roku od razu rzucając na rynek 90 milionów butelek. Wystarczy sobie tylko przypomnieć, jaką w tych czasach mieliśmy winną alternatywę i od razu staje się jasne, dlaczego Sophia szybko zyskała uznanie. W porównaniu bowiem do innych win będących wówczas do nabycia, Sophia nie była najgorsza. Można było się napić przy odpowiednim samozaparciu i oczywiście wyjątkowym pragnieniu. Nie była droga, było jej wszędzie pełno i nagle poczuliśmy się trochę lepsi, bo oto na stole stawialiśmy wino, którego (w naszym ówczesnym przekonaniu) nie trzeba się było przed sąsiadami wstydzić. Inna rzecz, że wówczas żadne inne państwo bloku wschodniego ze świętej pamięci Związkiem Radzieckim na czele, nie dało się nabrać i Sophii od Bułgarów nie wzięło.
Od tego czasu jednak dużo się zmieniło. Właściwie wszystko się zmieniło z wyjątkiem jednej rzeczy, która wciąż stoi na straży kompletnie złego smaku, a mianowicie Sophii właśnie. Problem jednak w tym, że w klasie win będących jeden stopień wyżej niż wina „patykiem pisane” jest to wino najtańsze – można je kupić w hipermarkecie za 8 zł. I samo to już powoduje, że zawsze znajdą się tego wina amatorzy.
Z drugiej zaś strony trudno nie docenić siły przyzwyczajenia: nas w ogóle trudno nauczyć obcych nazw tak, żebyśmy je na dłużej zapamiętali, więc skoro już jedną znamy, to będziemy się tej wiedzy trzymać, choćby nawet smak wina nam nie podchodził. No bo co z tego, że kwaśne? Co tam, że cierpkie i bukietem w oczy szczypie. Ważne, że nasze (no, bez przesady, bo w końcu bułgarskie!) i znane i wypróbowane. Kwasior, bo kwasior, ale zawsze wino. I w ten oto sposób mając przed oczami w markecie całe rzędy półek zawalonych winem sięgamy po starą Sophię, a Bułgarzy zacierają ręce. Kiedy zaś sobie uświadomimy, że co ósma wypita w Polsce butelka wina jest chlastaną tu Sophią, to łzy rozpaczy się w oku kręcą i człowiek się zastanawia, skąd u nas tak wielka popularność telewizyjnych programów o gotowaniu, skoro tak znaczna część naszego społeczeństwa jest kompletnie pozbawiona smaku?
A najzabawniejsze jest to, że na tej samej półce w markecie obok Sophii stawia się francuskie i hiszpańskie wina stołowe, za równie małe pieniądze, a i tak większość klientów wiadomo co wybierze. Jasne, że to wina nie najwyższych lotów, ale przy Sophi to przecież perełki! Ostatnio przyuważyłem w Selgrosie panią wybierającą wino. Stała wpatrzona w regał, jak kolo z reklamy Pepsi w Breatney Spears i co rusz brała butelki do ręki, zastanawiając się co wybrać. Bardzo lubię przyglądać się ludziom kupującym wino, ponieważ po ich zachowaniu widać, czy wiedzą czego chcą. I czasem idąc za cudzym wyborem można trafić naprawdę niezłe wino. Jednak obserwowana przez mnie pani nie była zdecydowana. Już wyobrażałem sobie, jak kombinuje po cichu: „wziąć to może? A co jak niedobre będzie i Stefan przy kolacji wiąchę puści? Może jednak tamto, bo kolorowe takie?” I kiedy już miałem nadzieję, że urocza pani odda się szaleństwu ryzyka, bo przecież poznawanie nowych światów jest warunkiem rozwoju ludzkości… wzięła i wsadziła Sophię do koszyka! Czyli tak długo kombinowała przestraszona, żeby przypadkiem jakiegoś syfu do domu nie przynieść, że z tego kombinowania największy syf w efekcie wzięła. I ten mechanizm przy tej samej półce powtarzany jest codziennie setki razy – inaczej statystyki nie podawałyby tak szokujących wyników sprzedaży.
No cóż – pewnym rozwiązaniem byłoby przywiązać ludzi do sklepowej barierki i przez mały lejek na siłę inne wino pompować, cały czas powtarzając: „To też kosztuje osiem złotych, ale jak w nim zasmakujesz, to przynajmniej w całej naszej ukochanej Europie będą mieli jeden powód mniej, by się z nas naśmiewać”. Inny sposób zmiany naszych winnych obyczajów, jak na razie do głowy mi nie przychodzi.

Na górze pokaż: najstarszy | najnowszy

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

01.

~maks zgłoś naruszenie zasad

dodano: 11:27, 09.05.2005


A dlaczego Bułgarzy zalali nas Sophią? bo tego kultowego wina nikt z bloku wschodniego nie chciał kupować, Czesi,Węgrzy, Rumuni nie byli zainteresowani bo mieli swoje wina, a ich główny odbiorca, czyli ZSRR za czasów kiedy rządził tym krajem M.Gorbaczow wywinął numer swoim sojusznikom i wprowadził ograniczenia w handlu alkoholami i tak z dnia na dzień Bułgarzy stracili rynek zbytu.

02.

~filosoph zgłoś naruszenie zasad

dodano: 20:50, 12.05.2005


eee etam czepiacie się ! sami koneserzy ! a znając życie to jednego gatunku od drugiego nie odróżniają:)

03.

~kris zgłoś naruszenie zasad

dodano: 11:41, 13.05.2005


Zastanawiam się dlaczego producenci win, którzy mają wino w cenie sopfi nie starają się powalczyć o rynek z sopfią w końcu idzie o duże pieniądze. Nie jedna agencja reklamowa miałaby piękne pole do popisu w wypromowaniu wina, które zbliżyłoby się do sprzedaży sopfi.

04.

~Cromwell zgłoś naruszenie zasad

dodano: 22:10, 15.05.2005


a ja... siedzę w fotelu, gram na gitarze, śpiewam coś (jutro przypomnę sobie co, albo i nie przypomnę sobie), przede mną obrazy jakieś niosące treści form swoich; sięgam co chwilę po kielich z gęstym winem, w uszach mi akordy brzmią słodko, głos mój śpiew syren spod przylądka Dobrej Nadziei przypomina, ciało okrywa kosztowna tkanina... Co to za wino...? Dojrzeć nie potrafię, zaraz zaraz: So..., Sop..., Soph..., aaaa już wiem - Cahors Matayac!

05.

~kuba zgłoś naruszenie zasad

dodano: 17:37, 27.03.2006


Ciekawe czy jest w świecie jeszcze kraj w którym tak chętnie kupowany jest ten produkt winoopodobny.Czy wogóle gdzieś jeszcze jest sprzedawane? Mówi pan 8 zeta kto by dał tyle kasy , ostatnio widziałem je w markecie za 5 zł 30 gr!

06.

~Marcin zgłoś naruszenie zasad

dodano: 12:18, 16.04.2006


A co polacy wogóle wiedza o winach jak tylko wódke i piwo chleją, i to tą najtańszą; bo na nic wiecej ich niestac.w poslsce nie ma winnic wiec jak ma sie ropowszechniac kultura picia wina. same pola żyta, przenicy i chmiel. a kazdy "porządny" polak woli wspierac polska produkcje niz zagraniczna.

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

 

Twórcy serwisu zastrzegają sobie prawa do usunięcia wpisów:
- niezgodnych z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub naruszających dobra osobiste osób trzecich;
- niezgodnych z tematyką wortalu;
- nie związanych z komentowaną treścią;
- obraźliwych dla redakcji wortalu oraz pod adresem konkretnej restauracji, jej właściciela i pracowników, a także innych członków społeczności wortalu;
- spamu, linków do innych stron internetowych w tym również konkurencyjnych, jak również jakichkolwiek innych treści w każdej formie, nie związanych z tematyką wortalu;
- zawierających wulgaryzmy.

Wszelkie komentarze i opinie użytkowników wortalu zamieszczone na stronie wortalu www.nawidlecu.pl stanowią własność ich autorów i właściciel wortalu www.nawidlecu.pl nie ponosi odpowiedzialności za te komentarze i opnie, a także nie może być z nimi utożsamiany. W związku z powyższym wszelkie roszczenia związane z zamieszczonymi komentarzami lub opiniami mogą być kierowane wyłącznie i bezpośrednio do użytkownika wortalu, który zamieścił dany komentarz lub opinię.

 

nasi partnerzy:


copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl. wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio