Nowa Francja

drukuj

|

A A A

|

RSS

autor: Jarosław Gibas

data publikacji: 2007-06-07

data aktualizacji: 2007-06-10

 



Zobacz także...

Któż by pomyślał, że w takim malutkim kraju robią takie przyjemne wina! Na winiarskich salonach świata powiada się, że czeka nas kolejna rewolucja – tym razem w postaci win ze Słowenii. Może to trochę przesada z tą rewolucją, ale wina rzeczywiście okazały się niczego sobie. Zacznijmy jednak od początku – degustację urządził Skład Alkoholi Górna Półka coraz szerzej znany z chęci do poszukiwań niestandardowych trunków – o ichnich, powalających dosłownie i w przenośni szkockich whisky, opowiem innym razem – póki co, zatrzymajmy się na winach. A jest na czym się zatrzymywać.

Butelki przyjechały wprost ze Słowenii, o której nie wiedziałem nic, dopóki nasz redakcyjny kolega Marian Jeżewski nie poprowadził tej degustacji. Ano, kraj jest malutki, szczęśliwy, słoneczny (w końcu ta sama szerokość geograficzna co Bordeaux) no i przyjemny skoro na swój hymn wybrali wiersz o tytule „Toast“. No i co najważniejsze, robią wina szczęśliwie nieobarczeni surowością zasad francuskich apelacji. Jak widać po butelkach nie są też obarczeni w ogóle jakimikolwiek zasadami, bo wino sprzedają w czym im się przyśni. Jeden z bohaterów tego wieczoru wygląda jak nie powiem co – ale mimo jego dziwnie pofalowanej butelki innym winom nie ustępuje.

Zaczęliśmy od słabiutkiego białego Jazzu – nazwa fajna, pojemność też fajna (1 L) i na tym tych fajności właściwie dosyć. Wino i owszem nadaje się do spożycia ale wyłącznie przez ddżownice, jeśli podlać nim ogródek. To był ten moment degustacji, po którym wiadomo, że szansa na to, że będzie lepiej zaczyna wzrastać.
Było lepiej i to o pół nieba – Valdhuber Sivi Pinot 2005. Wprawdzie nie przepadam za białymi winami (chyba, że w upał i pod postacią zmrożonego szprycera), ale to winko zaczęło budzić mój apetyt na coś poważniejszego. Dobrze zaokrąglone, krótkie, ale za to o całkiem intensywnym bukiecie.
Nadszedł czas na różowe Scurek Rose 2005. Hm… wino i owszem, natomiast jak słusznie zauważył znany socjolog w trakcie degustacji: z tą nazwą na polskim rynku nie dajemy mu żadnych szans. Wyobraźmy sobie romantyczne randez vous i moment w którym wieńczymy kolację z nadzieją na pozostanie do śniadania czymś takim: Jak ci podchodzi Szczurek, najdroższa?

Czwarte też różowe Batic Rose 2005 było naprawdę wyśmienite. I co najciekawsze, degustacyjna publiczność wykazała się profesjonalnym przygotowaniem. Od razu wiedzieli, że różowe nie jest dlatego, że przypadkiem do beczki wpadł kubek z barszczem, ale… No właśnie, a Państwo wiedzą?
W przerwie prowadzący zrobił śmiały eksperyment, do którego nawet zgłosił się ochotnik. Ja nigdy się w takich sytuacjach nie zgłaszam, bo raz mnie tylko wyciągnęli z publiczności na scenę kabareciarze z formacji Chatelet (ci co teraz prowadzą ten program z dowcipami w TVNie) i skończyło się tym, że bite dziesięć minut robili sobie ze mnie na scenie jaja przy akompaniamencie rżącej publiczności. No, thanks!

Jednak w Górnej Półce ochotnik się znalazł. Więc zawiązano mu oczy, zatkano nos i dano do spróbowania małe co nie co, a on miał zgadnąć co konsumuje. Mimo małego straszonka przez resztę publiczności w stylu: „Nie, on to ma naprawdę zjeść?...“ gość się nie ugiął i wszamał co mu dano. I jak się okazało nie odróżnił pomidora od truskawki, ponieważ my, istoty ludzkie, bez wzroku i węchu smak tak naprawdę mamy do niczego. Sam zaś eksperyment miał udowodnić śmiałą tezę prowadzącego degustację o tym, że do prawidłowej percepcji wina musimy się posłużyć wszystkimi zmysłami, a nie tylko smakiem. Najbardziej podobał mi się fragment o tym, jak Marian Jeżewski posługuje się słuchem, kiedy mu koło ucha odkorkowują butelkę. To się nazywa miłość do wina, prawda?

W drugiej części nareszcie doczekałem się win czerwonych. Najpierw Merlot Traviata 2004 – całkiem fajny, już nieco dłuższy od poprzedników i chciałoby się rzec, pulchniejszy. Już miałem się zachwycić, aż tu nagle pojawił się zdecydowany faworyt wieczoru. Wino, na które warto było poczekać i które tytułową tezę o nowej Francji sprowadza do bliskiej rzeczywistości: Pavo Rdece 2002. To jest to, co tygrysy lubią najbardziej – wyraźne, oleiste łzy, nieprawdopodobna purpura i bukiet wypełniający nozdrza taką eksplozją aromatów, że aż oczy same mrużą się z niedowiary. I ten smak, i pierwszy i drugi – tańczące taniny, trochę leśnej ściółki, trochę dymu i czegóż tam jeszcze nie zliczyć. Przydałby się Peter Mayle ze swoimi porównaniami do brzucha zająca, czy starego, ale drogiego dywanu!

Na koniec jeszcze jedno winko – drogie że hej, więc wymagało decyzji uczestników degustacji czy robimy na jego otwarcie wszyscy zrzutę. A ponieważ umiejętność szybkich decyzji w temacie ściepy na flachę, jest naszą cechą narodową, jednogłośnie uznaliśmy, że bez otwarcia tego Chardonnay 2003 nie idziemy do domu. Warto było! Białe, z intensywną, żółtą barwą, oleiste, ciężkie i naprawdę wyśmienite.

Podsumowując słoweńskie wina powiem tak: brałem udział w wielu winnych degustacjach, kosztując produktów winnic z całego chyba świata. W tym rankingu Słowenia wcale nie plasuje się na jakichś dalekich lokatach. To coraz lepsze wina, które śmiało mogą się mierzyć z niejednym „nowym światem“, pokazując, że na rynku win europejskich jest jeszcze jeden gracz. Na razie cichy i skromniutki, ale wszystko przed nim.


Degustacja win słoweńskich importowanych przez firmę Prados, odbyła się 6 czerwca 2007 roku w imielińskim Składzie alkoholi Górna Półka


Foto: Jarosław Gibas




Na górze pokaż: najstarszy | najnowszy

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

01.

~Michał  (IP: 91.94.46.*)  zgłoś naruszenie zasad

dodano: 15:39, 11.06.2007


"Do odważnych świat należy" - pomyslałem sobie zgłaszając się na ochotnika do w/w eksperymentu. Doświadczenie było ciekawe lecz, niestety pokazuje jedynie nasze ludzkie wady. Bez wzroku oraz bez węchu niewiele jesteśmy w stanie wyczuć naszym językiem. Jedyne co udało mi się ustalić to czy owoc był soczysty. Nic więcej. No cóż, tacy już jesteśmy. Lecz jednego jestem pewien - mając do dyspozycji wszystkie swoje zmysły, posmakowałem wyśmienitych win z słonecznej słowenii które mi na pewno na długo pozostaną w pamięci.

02.

~RAFAŁ  (IP: 83.5.27.*)  zgłoś naruszenie zasad

dodano: 11:35, 08.06.2007


W KOŃCU PORZĄDNY ARTYKUŁ O DEGUSTACJI W ,,GÓRNEJ PÓŁCE,, BRAWA DLA PANA GIBASA. POPRZEDNIE ARTYKUŁY NA TEMAT DEGUSTACJI W ,,GÓRNEJ... ,, TO BYŁA KOMPLETNA KICHA. SAME SUCHE FAKTY PRZEPISANE Z JAKIEJŚ KSIĄŻKI.
A TAK NA MARGINESIE TRZEBA SIĘ WYBRAĆ DO TEJ GÓRNEJ PÓLKI ZOBACZYĆ JAK TO WYGŁĄDA BO DALEKO NIEMAM

03.

~Radosław Puchała - importer zaprezentowanych win  (IP: 83.29.151.*)  zgłoś naruszenie zasad

dodano: 18:34, 07.06.2007


Dziękuję bardzo wszystkim uczestnikom degustacji win słoweńskich i jej organizatorom - Panom Marianowi Jeżewskiemu i Markowi Wyciślokowi, dzięki którym przeprowadzenie prezentacji było możliwe.
Cieszę się bardzo, że degustujący dobrze się bawili - wino powinno być przecież źródłem radości i okazją do swobodnej wymiany poglądów w przyjemnej atmosferze. Z dużym zainteresowaniem przecztałem też jędrną relację pióra Pana Jarosława Gibasa. Jej lektura przekonała mnie, że osiągnięty został ważny cel, którym było pokazanie choć części z niezwykłej róznorodności win Słowenii. Różnorodności pod względem zarówno charakteru win, jak i ich możliwego przeznaczenia: od win niezobowiązujących, dobrych chociażby do letniego orzeźwienia, poprzez
typowych towarzyszy posiłku aż po takie, które idealne są do niespiesznej kontemplacji.
Na koniec chciałbym pozwolić sobie na małą uwagę: twierdzenie, że słoweńscy winiarze są "nieobarczeni surowością zasad francuskich apelacji", nie do końca jest ścisłe. Otóż Słowenia
ma dość restrykcyjny system klasyfikacji win, wzorowany na innych krajach Starego Świata. Powoduje to np. sytuacje, kiedy wina tego samego producenta nie mogą mieć pochodzenia geograficznego ZGP, ponieważ pochodzą z gron rosnących już po włoskiej stronie granicy. W praktyce różnica położenia może wynosić kilkaset metrów, a na butelce jest już niższy stopień klasyfikacji. Ale samo wino jest równie dobre, i o to chodzi!
Pozdrawiam serdecznie wszystkich twórców i gości wortalu nawidelcu.pl.

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

 

Twórcy serwisu zastrzegają sobie prawa do usunięcia wpisów:
- niezgodnych z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub naruszających dobra osobiste osób trzecich;
- niezgodnych z tematyką wortalu;
- nie związanych z komentowaną treścią;
- obraźliwych dla redakcji wortalu oraz pod adresem konkretnej restauracji, jej właściciela i pracowników, a także innych członków społeczności wortalu;
- spamu, linków do innych stron internetowych w tym również konkurencyjnych, jak również jakichkolwiek innych treści w każdej formie, nie związanych z tematyką wortalu;
- zawierających wulgaryzmy.

Wszelkie komentarze i opinie użytkowników wortalu zamieszczone na stronie wortalu www.nawidlecu.pl stanowią własność ich autorów i właściciel wortalu www.nawidlecu.pl nie ponosi odpowiedzialności za te komentarze i opnie, a także nie może być z nimi utożsamiany. W związku z powyższym wszelkie roszczenia związane z zamieszczonymi komentarzami lub opiniami mogą być kierowane wyłącznie i bezpośrednio do użytkownika wortalu, który zamieścił dany komentarz lub opinię.

 



katalog lokali

Wspomnienie

Restauracja, kawiarnia, organizacja przyjęć okolicznościowych, dancingi. W poniedzialki nieczynne.

czytaj dalej


nasi partnerzy:


copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl. wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio